Patronat medialny


 

 

Duży kamień spadł ci z serca, kiedy oficjalnie ogłoszono twój pojedynek z Jasonem Whateleyem?
Mateusz Masternak: Nie da się ukryć. Sport nauczył mnie, że niczego nie możesz być do końca pewien. Ale na chwilę obecną skupiam się na występie 29 października w Nosalowym Dworze w Zakopanem i wierzę, że już nic się nie zmieni.

Początkowo walka miała odbyć się 1 października. Co się stało, że będzie jednak prawie miesiąc później?
Promotor za bardzo mnie w to nie wtajemniczał. Walczyłem już w Zakopanem, Nosalowy Dwór to piękny ośrodek z bokserską duszą. Teraz wracam w to samo miejsce i ciężko się przygotowuję, bo to ważna walka nie tylko dla mnie, ale całego polskiego środowiska.

Masz na koncie wiele ważnych pojedynków, ale prawie wszystkie toczyłeś na wyjeździe. Jak wiele znaczy dla ciebie fakt, że w końcu stoczysz walkę o dużą stawkę przed własną publicznością?
To duży komfort. Nie chodzi tu o to, że ktoś miałby mi pomóc. Nie chciałbym, żeby mi ktoś pomagał, chciałbym żeby mi nikt nie przeszkadzał i nie zabierał tego, na co zapracowałem. Na pewno jednak jest to duże ułatwienie, że wychodząc do ringu znasz wszystkich wokół, słyszysz polski język. Jednak ring jest ringiem i niektórzy zawodnicy nawet lepiej boksują na wyjeździe. Jasona nie można lekceważyć, jest młodszy, głodny sukcesu i jego determinacja będzie olbrzymia. Będę musiał się temu przeciwstawić.

Pełna treść artykułu na tvpsport.pl >>