Patronat medialny


 


- Dla mnie każdy przeciwnik będzie wyzwaniem - mówi Przemysław Zyśk (4-0, 1 KO), który w sobotę na gali w Poznaniu zmierzy się z Tomaszem Goluchem (4-6, 2 KO). Dla utalentowanego pięściarza z Ostrołęki będzie to drugi tegoroczny występ.

Po ostatnim pojedynku w Zakopanem stwierdził pan, że przeciwnik zaskoczył pana siłą i postawą w ringu. Jakie wnioski wyciągnął pan z tej walki?
Przemysław Zyśk: Wnioski wyciągnąłem takie, że nie można lekceważyć przeciwnika, od samego początku walki do ostatniego gongu. Nie ważne jak wygląda, czy jest większy czy mniejszy. Trzeba skupić się na walce i być cały czas skoncentrowanym. To najbardziej z trenerem poprawialiśmy – koncentrację. Za bardzo byłem wtedy rozlatany w ringu i dlatego walka wyglądała jak wyglądała. Starałem się na treningach to poprawić.

Rozumiem, więc, że rywala, z którym zmierzy się pan teraz w Poznaniu nie można lekceważyć? Bo teoretycznie Tomasz Gołuch z ujemnym rekordem (4-6, 2 KO) wydaje się łatwą przeprawą.
Ciężko powiedzieć czy łatwą. Na tym etapie mojej kariery przy tym wyszkoleniu technicznym ja cały czas się uczę. Dla mnie każdy przeciwnik będzie wyzwaniem. Zawsze stawiają mnie w roli faworyta, ponieważ jestem w najlepszej grupie zawodowej w Polsce i trenuję z najlepszym trenerem Fiodorem Łapinem. Ciąży na mnie za każdym razem presja, ale ja nie czuję się jak faworyt i każdą walkę traktuję jako najważniejszą w życiu.

„Monter telewizji kablowej w Multimedia Polska S.A.” – takie zajęcie możemy wyczytać na pana facebookowym profilu. Nic się nie zmieniło?
Nic się nie zmieniło. Jestem cały czas technikiem w Multimedia Polska. Cały czas pracuję od rana do wieczora.

To jak łączy pan pracę z treningami, obozami, sparingami? Bierze pan często zwolnienia, urlopy?
Tak mam ustawiony grafik, że mogę sobie pozwolić na trenowanie. Dostaję na długo przed walkami zwolnienie z pracy jak potrzebuję. A urlop mam już chyba wybrany do 2018 r. Mój pracodawca ma do mnie podejście jak najbardziej w porządku i rozumie, że muszę trenować.

Boks zawodowy na początku kariery to ciężki chleb?
Tak. Jak najbardziej. Cały czas sobie powtarzam, że wybrałem ciężki kawałek chleba. Ja jako jedyny tak naprawdę tutaj pracuję.

Jedyny w grupie KnockOut Promotions?
Tak. Jako jedyny. Pracowałem, pracuję i na razie będę pracował ile będzie trzeba. Za rzadko boksuję, żeby pozwolić sobie na rzucenie pracy. Nie utrzymałbym się. Wynajmujemy z dziewczyną mieszkanie, a chłopaki z grupy mieszkają w mieszkaniu dla zawodników. Nie oszukujmy się, ja tam nie zamieszkam, bo sobie życie układamy, a kobiety z samymi mężczyznami nie zostawię.

Pełna treść artykułu na RingBlog.pl >>