Patronat medialny


 


 

- Boks był moim przeznaczeniem, ale nie zrobiłbym kariery, gdyby nie wiara. Jeśli ją masz, możesz przenosić góry - mówi w rozmowie z Onetem Sport były mistrz świata dwóch kategorii wagowych Tomasz Adamek.

Ze względu na pandemię musiał pan przełożyć swoją pożegnalną walkę. Jak pan to przyjął?
Tomasz Adamek: Nie jestem zawiedziony. Nie mam jeszcze pięćdziesięciu lat, więc to nie ma dla mnie znaczenia, jeśli pojedynek odbędzie się pół roku albo rok później. Mam nadzieję, że zdrowie dopisze. Czekamy na sygnał, kto mógłby wystąpić jako mój przeciwnik, bo to jeszcze nie zostało ustalone. Spotkałem się ostatnio w USA z prezesem Polsatu. Mówił, że muszę wejść do ringu i zawalczyć, bo kibice są głodni Adamka, więc wracam.

Pana wieloletni doradca, Ziggy Rozalski, powiedział we wrześniu w rozmowie z Interią, że powinien pan zakończyć karierę wcześniej. Zacytuję: "Największy polski mistrz w boksie zawodowym na samym końcu zrobił z siebie małego czempiona. W pewnej chwili zapomniał wcisnąć guzik realności, tylko w głowie zaszumiały mu pieniądze". Jak pan to skomentuje?
Ziggy jest zmienny. Dziś twierdzi tak, jutro inaczej. Mówił mi, żebym nie walczył, a ostatnio siedzimy z prezesem Polsatu i Rozalski mówi: Walczymy! Bijemy wszystkich! (śmiech). Cały Ziggy, znamy się jak łyse konie.

Ma już pan na siebie określony pomysł po karierze?
Raczej zostanę przy boksie. Polsat i Polski Komitet Olimpijski chcą stworzyć projekt z młodymi pięściarzami, a ja miałbym stać się jego twarzą. Zjadłem na sporcie zęby, znam się na tym i wiem, jak można byłoby poprowadzić chłopaków. Jeśli chodzi o cały projekt, za wcześnie jeszcze, by mówić o konkretach. Zobaczymy, co wydarzy się po walce, do czerwca jeszcze daleka droga.

Pełna treść artykułu na Onet.pl >>