Patronat medialny


 

Sponsor grupy KnockOut


Froch boksW boksie zawodowym rzadko zdarzają się tak spektakularne wygrane jak ta, która w sobotę stała się udziałem Carla Frocha  (27-1, 20 KO) w rozgrywanym w ramach turnieju "Super Six" pojedynku z Arthurem Abrahamem (31-2, 25 KO). Konfrontacja, która zapowiadała się jako zacięte starcie dwóch znakomitych zawodników, od pierwszego do ostatniego gongu była teatrem tylko jednego aktora i po dwunastu rundach jednostronnej walki sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości, komu należy się zwycięstwo, punktując 119-109, 120-108, 120-108 na korzyść Anglika - od tej pory nowego mistrza świata WBC w kategorii 168 funtów.

Pod wrażeniem występu swojego rodaka był czempion WBA wagi ciężkiej David Haye, który na żywo w Helsinkach oklaskiwał popis boksu w wykonaniu "Kobry" z Nottingham. Po walce "Hayemaker" w samych superlatywach wypowiadał się o Frochu, porównując go nawet do wielkiej legendy brytyjskiego boksu - Joe Calzaghe.

-To był z jego strony perfekcyjny pojedynek - ocenił Haye. - Rzadko widzi się pięściarza z Wielkiej Brytanii tak walczącego na obcej ziemi. Nie mógłbym przyznać Abrahamowi nawet jednej zwycięskiej rundy, Carl wygrał ten mecz do zera. Ta walka pokazała, jak dobry jest Carl Froch. Arthur Abraham z reguły przytłaczał rywali swoją siłą, ale ludzie nie zdają sobie sprawy, jak duży w tej kategorii wagowej jest Froch. Byłem z niego bardzo dumny. Kluczem do zwycięstwa okazała się ringowa dyscyplina. Tak jak ja w swojej walce z Wałujewem nie mogłem dążyć do bezpośredniej konfrontacji, tak on nie potrzebował robić tego przeciw Abrahamowi.

Froch dla ringpolska.pl: "Polskie geny dają mi siłę!" >>

- Carl to bez wątpienia jeden z najlepszych pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe i najlepszy "super średni" od czasów Joe Calzaghe - dodał podekscytowany "Hayemaker".