Patronat medialny


 


Tyson Fury (30-0-1, 21 KO) twierdzi, że zwycięstwo nad Anthonym Joshuą (24-1, 22 KO) nie będzie już mu smakowało tak samo, jak smakowałoby, gdyby odbierał rodakowi zero w rekordzie.

- Wygrana z Joshuą była dla mnie ważna lata temu, kiedy był jeszcze niepokonany. Teraz widziałem już go znokautowanego, więc na tym torcie brakuje wisienki - stwierdził "Król Cyganów" w rozmowie z ESPN. 

- Zanim przegrał z Ruizem, ludzie sądzili, że ma ze mną szanse, ale popatrzcie teraz na fora bokserskie - 90 procent głosów jest na moją korzyść. Lubię boksować, gdy czuję wyzwanie, gdy ludzie mnie skreślają, to mnie motywuje. Jeśli chodzi o Joshuę, to jest Brytyjczykiem, ma kilka pasów, więc zawalczymy i pokażę, czym się różni oryginał od podróbki - zadeklarował Fury, dodając: - Jestem tym pojedynkiem podekscytowany i nie mogę się go doczekać. Nie ma dla mnie znaczenia, kiedy do niego dojdzie, ja chcę po prostu podtrzymać aktywność, bo i tak jestem lata świetlne przed innymi.

Według ostatnich informacji do starcia Joshua z Furym dojść ma w Arabii Saudyjskiej. Podobno w lipcu, choć mówi się w tym kontekście także o jesieni.