onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

Kiedy zapytałem cię przez telefon, co słychać, odpowiedziałeś: „a dobrze”. Grzecznościowo?
Maciej Sulęcki: Nie jest dobrze, kurna, bo nie trenuję. Ale powiem ci tak. Ja nie lubię marudzić, nie lubię narzekać. Jestem człowiekiem, który lubi z największego gówna wyciągnąć bardzo duży pozytyw. I ta sytuacja też ma swoje plusy i minusy. Wiesz, bardzo chciałem wrócić w tym roku na ring. Uważam, że wizerunkowo i sportowo fajnie by to wyglądało, że po takiej słabej walce wracam od razu, najlepiej na amerykańskim ringu. Tak się nie stało, ponieważ moja ręka nie jest do końca zdrowa. Lekarz zrobił operację, ale nie zrobił wszystkiego. Po operacji, kiedy ta ręka miała być już zdrowa, poszedłem sobie potarczować, wcale nie mocno. No, ból ręki jest praktycznie taki sam.

Po jakim czasie wróciłeś na salę?
To było jakieś trzy tygodnie temu, czyli 3,5 miesiąca po walce. Od tej pory nie dotknąłem się w ogóle boksu.

Przed naszym spotkaniem byłeś na treningu.
Albo biegam, albo chodzę na siłownię. Robię też motorykę z Piotrem Obtułowiczem albo Marcinem Sałatą. Oni się dobrze znają na robocie, odciążali mi rękę. Dzisiaj akurat poszedłem sobie pobiegać w lesie, pogoda fajna. Ale ile można biegać? Słuchaj, treningi na pół gwizdka to nie są treningi. Ja jak wchodzę na salę, to albo zapierdzielać mocno, albo nie robić nic. Dlatego te obecne treningi są – jak na mnie – bardzo słabe. Podtrzymuję formę, trzymam michę. Staram się prowadzić tak, jak powinienem. Choć nie ukrywam, że na piwko też lubię sobie czasami pójść. Teraz szczególnie. 

Od kiedy w rzeczywistości masz problem z ręką?
Kontuzji doznałem z Rosado, wtedy nastąpiło apogeum. Natomiast dopiero niedawno jeden z lekarzy uświadomił mi, że ja byłem u niego z tą ręką już ponad dwa lata temu. Czyli już wtedy się z nią bujałem. Ale to nie był taki ból, raczej dyskomfort. Po Rosado się zaczęło. Ręka była w takim stanie, że przy każdym uderzeniu był duży ból. Choć raz było lepiej, raz gorzej.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>

 

Add a comment

Dobre wieści dla kibiców Macieja Sulęckiego (28-2, 11 KO). Kontuzja dłoni "Stricza", która miała zmusić go do wielomiesięcznego rozbratu z boksem, nie jest jednak tak poważna, jak pierwotnie zakładano.

Add a comment

Trzeba będzie dłużej poczekać na powrót na ring Macieja Sulęckiego (28-2, 11 KO). W przyszłym tygodniu niedawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi średniej przejdzie kolejny zabieg prawej ręki.

Z bólem w prawej dłoni i nadgarstka 30-letni pięściarz grupy KnockOut Promotions zmaga się od kilku miesięcy. Po czerwcowej porażce z Demetriusem Andrade, Sulęcki przeszedł zabieg. Na początku października pozbył się gipsu i wrócił do treningów.

- Próbowałem trenować, w ostatnich dniach zrobiłem nawet dwa sparingi z Darkiem Sękiem, ale ból nie ustępował. Sprawdziłem to i scenariusze nie są zbyt optymistyczne - mówi Sulęcki.

- Dopiero, kiedy trafię na stół operacyjny i ręka zostanie otwarta to okaże się, jak długo będę musiał odpoczywać. Jeśli więzadło jest zerwane, to będzie potrzebna rekonstrukcja. Najgorszy scenariusz przewiduje nawet półroczną przerwę jeszcze przed rozpoczęciem rehabilitacji - tłumaczy pięściarz z Warszawy.

Sulęcki ostatni pojedynek stoczył w czerwcu. Podopieczny trenera Piotra Wilczewskiego liczył, że jego kolejny występ będzie miał miejsce jeszcze w tym roku.

Add a comment

Dopiero w przyszłym roku wróci na ring Maciej Sulęcki (28-2, 11 KO) - poinformował w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" promotor pięściarza Andrzej Wasilewski.

"Striczu" niedawno przeszedł operację w związku z kontuzją dłoni, której nabawił się w marcowym pojedynku z Gabrielem Rosado. Warszawianin po raz ostatni boksował w czerwcu, przegrywając na punkty z czempionem WBO wagi średniej Demetriusem Andradem.

Niewykluczone, że Sulęcki wystąpi 29 lutego na gali w Chicago, podczas której Kamil Szeremeta (21-0, 5 KO) ma walczyć z Gienadijem Gołowkinem (40-1-1, 35 KO) o pas IBF wagi średniej.

Add a comment

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z niedawnym pretendentem do pasa WBO wagi średniej Maciejem Sulęckim (28-2, 11 KO), w której popularny "Striczu" mówi między innymi o swoich planach powrotu na ring po operacji dłoni i ewentualnej konfrontacji Kamila Szeremety z Gienadijem Gołowkinem.

Add a comment

Niedawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi średniej Maciej Sulęcki (28-2, 11 KO) przeszedł dzisiaj zabieg czyszczenia kości prawej dłoni. "Striczu" do pełnych treningów będzie mógł wrócić za miesiąc.

- Nie jest to nic poważnego, ale to bolesna sprawa, więc trzeba było zrobić z tym porządek. Za cztery tygodnie będę mógł już uderzać w worek, więc jeśli będzie taka szansa, to w grudniu mógłbym stoczyć kolejną walkę - powiedział pięściarz z Warszawy.

Sulęcki w ostatnim ringowym występie przegrał na punkty z Demetriusem Andrade w walce o pas mistrzowski federacji WBO. Pomimo porażki, pięściarz grupy KnockOut Promotions wciąż jest jednak wysoko notowany w światowych rankingach. Sulęcki przymierzany był m.in. do występu na październikowej gali grupy Matchroom w Chicago.

Add a comment

Maciej Sulęcki (28-2, 11 KO) będzie musiał przejść operację dłoni kontuzjowanej jeszcze w walce z Gabrielem Rosado. Uraz dokuczał "Striczowi" od marcowego pojedynku, w pewnym stopniu utrudniając też przygotowania do mistrzowskiego starcia z Demetriusem Andradem w czerwcu, które zakończyło się porażką Polaka na punkty.

- Pojawiły się zrosty i zwapnienia. Myślałem, że obędzie się bez interwencji lekarskiej, ale trzeba to wyleczyć. Zabieg polegać będzie na podszlifowaniu kości. Na szczęście to nic poważnego i ręką będzie wyłączona z treningów około miesiąca - zdradził w rozmowie z TVP Sport pięściarz z Warszawy.

Maciej Sulęcki niedawno powrócił na salę treningową po przegranej z Andradem. Ekipa KnockOut Promotions rozważała powrót "Stricza" na ring podczas październikowej gali w Chicago z udziałem Oleksandra Usyka.

Add a comment

Maciej Sulęcki (28-2, 11 KO) powoli wchodzi w rytm treningowy po porażce z czempionem WBO wagi średniej Demetriusem Andrade (28-0, 17 KO). W rozmowie z TVP Sport "Striczu" wrócił do czerwcowego pojedynku.

- Przegrałem słusznie, byłem bezradny, potrafię sobie to powiedzieć, bo tak było - byłem bezradny - stwierdził 30-letni warszawianin. - Nie wiedziałem, jak się do niego dobrać, był bardzo atletyczny, bardzo mobilny, nisko na nogach schodził, na takie coś nie byliśmy przygotowani.            

- Trafiłem na lepszego rywala, niedocenianego przeze mnie. Fantastyczny zawodnik, nie podejmuje ryzyka, nie jest wirtuozem bitki, ale nie o to tu chodzi. My boksujemy, tu trzeba wygrać, tu trzeba oszukać. On to zrobił, chylę czoła - dodał Sulęcki.

Więcej na stronie TVP Sport >>

Add a comment

Niedawny pretendent do tytułu mistrza świata wagi średniej Maciej Sulęcki (28-2, 11 KO) wrócił do treningów po czerwcowej porażce z rąk Demetriusa Andrade. Na razie nie wiadomo, kiedy kibice zobaczą po raz kolejny w ringu 30-latka.

- Aktualnie ważę 81 kilogramów, ruszam się, ale bez przesady. Ostatnio polubiłem sporty wodne. Poza tym biegam i robię siłę. Cieszę się chwilą i wakacjami, a oprócz tego dbam o formę - mówi pięściarz z Warszawy.

Stawką walki z Andrade był mistrzowski pas WBO w limicie wagowym do 72,5 kilograma. 30-latek wkrótce ma spotkać się ze swoim promotorem Andrzejem Wasilewskim i ustalić plan na najbliższe miesiące. Pięściarz grupy KnockOut Promotions nie wyklucza, że wróci do występów w kategorii super półśredniej.

- Spokojnie mogę zejść do 69 kilogramów. Jeśli usiądziemy z panem Andrzejem Wasilewskim i wspólnie ustalimy taki plan, to ja nie mam z tym problemu. Jeśli pod koniec roku miałbym wrócić walką ze średnim rywalem, a potem np. boksować z Jaime Munguią czy Jessiem Vargasem, to jestem jak najbardziej na tak. Ale to tylko rozważania. Na dzisiaj jestem zawodnikiem wagi średniej - zdradza Sulęcki.

Polak na pewno nie zamierza w najbliższym czasie zmieniać sztabu szkoleniowego. Podobnie jak do dwóch poprzednich występów, Sulęcki będzie trenował do kolejnych startów z Piotrem Wilczewskim.

Add a comment

- Chcę wrócić jeszcze w tym roku i zmierzyć się z silnym rywalem, żeby odzyskać twarz – mówi Maciej Sulęcki. Po porażce w walce z Demetriusem Andrade Maciej Sulęcki odciął się od mediów i spędza czas z rodziną. Pod koniec czerwca Polak stracił pierwszą szansę na zdobycie tytułu mistrza świata, bo Amerykanin pewnie obronił tytuł federacji WBO w wadze średniej.

Minęło kilkanaście dni od pana przegranej walki o tytuł mistrza świata z Demetriusem Andrade. Poukładał pan to sobie już w głowie i znalazł odpowiedź na pytanie, dlaczego wypadł tak kiepsko? 
Maciej Sulęcki: Szczerze mówiąc, staram się o tym nie myśleć. Jestem z rodziną, odpoczywam, resetuję się i unikam świata sportu. Nawet walki właściwie nie oglądałem.

Trudno panu odmówić serca do walki, ale kiedy po tym pojedynku słyszałem, że "Striczu" pokazał charakter, to się z tym nie zgadzam. Andrade wyssał z pana serce. Przyszły ostatnie rundy, a pan stał i nie wiedział, co robić.
Przegrałem, to wszystko, co pan mówi, jest prawdą. Biorę to na klatę, byłem słabszy. Przestudiuję i przeanalizuję dokładnie, wyciągnę wnioski. Nie wierzę, że popełniliśmy błędy w przygotowaniach. Obóz był dobry, sparingpartnerzy na wysokim poziomie. Zabrakło czegoś w ringu. Rozmawiałem z trenerem Piotrem Wilczewskim, mówił, że kiedy patrzył na moją walkę, przypomniało mu się starcie Tomka Adamka z Chadem Dawsonem. Tam Polak też trafił na rywala, który kompletnie mu nie pasował. Trudno walczyć z kimś, kto nie podejmuje walki. Oczywiście, sam także nie zaryzykowałem, ale Andrade był bardziej uciekinierem. Przy czym jeszcze raz: Amerykanin wygrał walkę, bo zrobił to co musiał, niczego mu nie ujmuję. A ja lecę dalej.

Kiedy chce pan wrócić do ringu?
Na pewno w tym roku. Na razie jednak z nikim o tym nie rozmawiałem. Po raz pierwszy od wielu lat całkiem odciąłem się od sportu i jest mi dobrze. Odpoczywam psychicznie z rodziną. Ale wiadomo, będę chciał wrócić. Muszę porozmawiać z panem Andrzejem Wasilewskim o naszych planach, bo nie wiem, czy wystąpię teraz w Polsce czy w Stanach Zjednoczonych. Na to wszystko przyjdzie jednak czas. Za chwilę wracam do sportowego rytmu i wszystko nabierze rozpędu.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Add a comment