onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 



Ornella Domini (13-1, 3 KO) będzie przeciwniczką Ewy Piątkowskiej (11-1, 4 KO) w pojedynku o pas WBC wagi super półśredniej na gali KnockOut Boxing Night #5 10 listopada w Gliwicach.

29-letni Szwajcarka, mająca w swoim dorobku tytuł mistrzyni Europy, na zawodowych ringach stoczyła 13 zwycięskich walk, przegrała tylko jedną. Dla Piątkowskiej zbliżająca się konfrontacja będzie drugą obroną prestiżowego trofeum World Boxing Council.

W głównym pojedynku gliwickiej gali rękawice skrzyżują dwaj byli pretendenci do mistrzowskich pasów kategorii ciężkiej - Artur Szpilka  (21-3, 15 KO) i Mariusz Wach (33-3, 17 KO). 

Transmisję z imprezy przeprowadzą TVP Sport i TVP 1. Bilety na wydarzenia dostępne są w serwisach ebilet.pl i kupbilet.pl.

Kup bilet na walkę Artur Szpilka - Mariusz Wach  na ebilet.pl >>
Kup bilet na walkę Artur Szpilka - Mariusz Wach  na kupbilet.pl >>

Ewa Piątkowska (11-1, 4 KO) nie chce jednoznacznie wskazywać faworyta pojedynku Artura Szpilki (21-3, 15 KO) z Mariuszem Wachem (33-3, 17 KO). - To trudny typ - mówi "Tygrysica" o walce wieczoru gali KnockOut Boxing Night #5 w Gliwicach, na której sama stoczy walkę w obronie pasa WBC wagi super półśredniej.

Kup bilet na walkę Artur Szpilka - Mariusz Wach  na ebilet.pl >>
Kup bilet na walkę Artur Szpilka - Mariusz Wach  na kupbilet.pl >>

10 listopada na gali KnockOut Boxing Night #5 w Gliwicach kolejną walkę w obronie tytułu mistrzyni WBC wagi super półśredniej stoczy Ewa Piątkowska (11-1, 4 KO). Nazwisko rywali "Tygrysicy" zostanie ogłoszone już niebawem.

Piątkowska po raz ostatni boksowała w maju na Narodowej Gali Boksu, pokonując na punkty Marię Lindberg. Dla Polki była to pierwsza obrona tytułu zdobytego w 2016 roku. 

Główną atrakcją gliwickiego wieczoru z boksem zawodowym będzie starcie dwóch byłych pretendentów do mistrzowskich pasów kategorii ciężkiej Artura Szpilki (21-3, 15 KO) i Mariusza Wacha (33-3, 17 KO).

Kup bilet na walkę Artur Szpilka - Mariusz Wach  na ebilet.pl >>
Kup bilet na walkę Artur Szpilka - Mariusz Wach  na kupbilet.pl >>

 

Do walki w obronie pasa WBC z Marią Lindberg (16-3-2, 9 KO) zostało kilka dni. Jak się pani czuje? Nie obawia się pani rdzy? Tak naprawdę po tak długiej przerwie skacze pani na głęboką wodę.
Ewa Piątkowska: Nie ukrywam, że to będzie bardzo trudne zadanie – po takiej przerwie od razu wracać taką walką. Ale jeśli miałabym wybierać jakąś walkę o pietruszkę na przetarcie czy walkę o pas, to oczywiście biorę tę o pas. Coś takiego może mnie tylko zmobilizować. Dzięki temu, że rywalka jest mocna, że to jest 10 rund i że jest wysoka stawka, po prostu wzbiję się na wyżyny i mimo przerwy pokażę swój najlepszy boks.

To będzie walka na pełnym dystansie czy może jednak skończyć się wcześniej. Rywalka idzie do przodu, może uda się ją nokautująco skontrować?
Na to nie mogę się nastawiać. Byłoby pięknie, ale nikt jej nigdy nie posłał na deski, więc na pewno ma twardą głowę. Trzeba też pamiętać, że walczyła z zawodniczkami z wyższych kategorii wagowych, w tym dwa razy z Christiną Hammer, która nie zdołała zrobić jej krzywdy. Więc nie spodziewam się, że będzie się przewracała.

Mistrzostwo zdobyła pani z Andrzejem Gmitrukiem, później trenowała pani z Robertem Złotkowskim, teraz z Andrzejem Liczkiem. Czy zmiany trenerów wzbogaciły pani repertuar umiejętności czy jednak wolałaby pani przez ten okres pracować tylko z jednym trenerem?
Uważam, że co jakiś czas trzeba zmieniać trenerów, bo wiadomo, że każdy wprowadza coś innego. Chyba, że zawodnik z trenerem dobiorą się idealnie pod każdym względem. Mnie się to nigdy nie zdarzyło. Z dotychczasowych trenerów jestem bardzo zadowolona, ale każdy z nich miał oczywiście jakieś cechy czy nawyki, które mi nie pasowały. Ideału jeszcze nie spotkałem i nie liczę, że kiedykolwiek spotkam. Dlatego czasami zmieniam trenera i od każdego staram się wyciągnąć jak najwięcej.

Walka z Lindberg będzie tuż przed walką wieczoru w przekazie głównej anteny telewizji publicznej TVP1. To nie stresuje jeszcze bardziej? Będą patrzeć na panią setki tysięcy widzów, a może i miliony.
Jedno z gorszych uczuć, jakie może towarzyszyć podczas przygotowań do walki to takie, że i tak mało kto to obejrzy i że nikt się nie tym interesuje. To codzienność większości bokserów amatorskich. A sport zawodowy jest po to, by ludzie go oglądali. To, że będę pokazywana przez TVP1 jest dla mnie świetną informacją i bardzo się cieszę, że moją walkę obejrzy tyle osób, bo to będzie na pewno największa oglądalność z moich dotychczasowych pojedynków. To jeszcze bardziej mnie mobilizuje. Wszystko tutaj jest na topie. I rywalka z najwyższej półki, i najważniejszy pas, i wielka gala, i transmisja w otwartej telewizji. Po prostu wymarzony scenariusz, więc o tej rdzy muszę zapomnieć i boksować tak, jakbym tej przerwy nie miała.

Boks kobiet w Polsce jest już na tyle popularny jak być powinien?
Idziemy powoli do przodu. Nie jest tak źle jak w niektórych krajach, ale też nie tak dobrze, jak mogłoby być. Myślę, że jesteśmy gdzieś pośrodku. Również od nas, zawodniczek zależy, jak to zostanie poprowadzone. Bo z jednej strony trafiamy na spory opór, a z drugiej jednak polscy promotorzy dają nam miejsca na galach. I to nie w przedwalkach, kiedy jeszcze nikogo nie ma na sali, tylko w dobrych miejscach na kartach walk. Wszystko jest w naszych rękach. Trzeba pokazać dobry boks, ale też osobowość, żeby ludzie chcieli nam kibicować. I na tym budować nasze kariery.

Pełna treść artykułu na Ringblog.pl >> 

 

– To będzie wyjątkowe przeżycie, nie do porównania z moimi poprzednimi galami - mówi mistrzyni świata WBC wagi super półśredniej Ewa Piątkowska (10-1, 4 KO), która 25 maja podczas Narodowej Gali Boksu w Warszawie zmierzy się z Marią Lindberg (16-3-2, 9 KO).

Dla "Tygrysicy" będzie to dopiero pierwsza obrona pasa wywalczonego we wrześniu 2016 roku. Polka zdaje sobie sprawę, że pojedynek ze Szwedką nie będzie dla niej łatwy.

- Maria Lindberg jest dobra technicznie, potrafi się bronić. Wypracowała sobie taki styl "chowania się" pod ciosy, ponieważ większość jej przeciwniczek jest wyższa od niej. Robi to bardzo sprawnie. Na pewno jest bardzo silna, ponieważ większość walk kończy przed czasem. Nie można jej też zarzucić braku kondycji, bo od pierwszej do ostatniej rundy zawsze naciera - docenia Szwedkę zawodniczka KnockOut Promotions.

- Muszę pracować na nogach, zadawać dużo ciosów prostych, które ją zastopują i nie dadzą szansy rozpoczynać ataków. Nie można się z nią wdawać w bijatykę, bo może się okazać, że jest ode mnie silniejsza - analizuje rywalkę Piątkowska.

Głównym wydarzeniem gali na PGE Narodowym będzie pojedynek Mariusza Wacha z Erikiem Moliną. Warszawskiej publiczności zaprezentują się także m.in. Artur Szpilka oraz Izuagbe Ugonoh.

Pełna treść artykułu na Sport.tvp.pl >>

Ewa Piątkowska jest tłumaczką, potrafi wyważyć samolot i napisać program komputerowy, a pod koniec maja na PGE Narodowym będzie bronić tytułu mistrzyni świata w boksie. - Po prostu chcę się spełniać zawodowo. Gdybym miała udane życie rodzinne i towarzyskie, a zawodowo bym się nie spełniała, to nie byłabym szczęśliwa. Tymczasem jak zawodowo idzie mi dobrze, a w życiu towarzyskim coś kuleje, to jest to dla mnie jak najbardziej do zaakceptowania – mówi 33-letnia pięściarka.

Oglądała Pani film „Maria i jej cień”?
Nie przypominam sobie…

To film o Pani rywalce na Narodowej Gali Boksu – Marii Lindberg i jej wypadku.
Wiem, że w 1999 r. coś stało się jej w głowę. W Szwecji zakazali jej boksować. Dlatego przeniosła się do Niemiec, by móc kontynuować karierę.

Po jednej z walk amatorskich wykryto u niej krwiaka mózgu. Film pokazuje ogromną pracę, którą musiała wykonać, by wrócić do zawodowego boksu. Lekarze mówili jej, że nie będzie boksować, jej matka też nie chciała o tym słyszeć, a ona sama obawiała się, że jej rywalki będą bały się z nią walczyć, bo którymś ciosem mogłyby ją zabić.
Niepotrzebnie mi powiedzieliście. Ale w takim razie jej postępowanie jest bardzo nieodpowiedzialne. Choć minęło od tamtego momentu prawie 20 lat, to mimo wszystko nie popieram tej decyzji. Na jej miejscu znalazłabym inną drogę. No ale nic, taka wiedza nie jest komfortowa. Gdy będziemy w ringu, będę musiała wyrzucić ją z głowy.

Wysoko zawiesiła sobie Pani poprzeczkę. Poza tym, że długo Pani nie boksowała, to wraca z nowym trenerem. Czego obawia się Pani najbardziej?
Tego, że nie wiem do końca, czego się spodziewać. W jaki sposób trener będzie reagował w narożniku, jak będzie mnie motywował w trakcie walki. Idealnie byłoby przed tak dużą galą stoczyć jakiś łatwiejszy pojedynek, ale na to nie ma czasu. Szkoda, że tak długo byłam nieaktywna. Przez przerwę od boksowania mogę nie czuć dystansu. Wtedy zadaje się ciosy nie w tym momencie, kiedy trzeba i bez odpowiedniej dynamiki. Poza tym nie mam się czego bać. Jeśli mam wybierać – walka o pas czy na przetarcie, to bez zastanowienia wybieram tą pierwszą. 

Mając prestiżowy pas mistrzyni świata federacji WBC, ma Pani szansę na występy na największych galach w USA lub Wielkiej Brytanii? 
Walka w USA jest moim drugim celem po tym, którym było zdobycie mistrzostwa świata. I to zanim boks kobiet zaczął się tam rozwijać. To najlepszy kraj do uprawiania sportu. Mieszkałam tam i podoba mi się, jak Amerykanie traktują sportowców. Chciałabym się tam pokazać. To możliwe, bo w USA jest dużo zawodniczek w mojej i sąsiednich kategoriach wagowych. Co ciekawe, Amerykanki nie unikają wyzwań. Natomiast o walkę w Wielkiej Brytanii jest trudniej, bo oprócz Katie Taylor są tam zawodniczki początkujące, które na walkę o mistrzostwo świata muszą dopiero zapracować. 

Pełna treść artykułu na Polskatimes.pl >> 

 

25 maja podczas Narodowej Gali Boksu na Stadionie Narodowym na ring powróci mistrzyni świata Ewa Piątkowska (10-1, 4 KO). W obronie pasa mistrzowskiego federacji WBC Polka zmierzy się z Marią Lindberg (16-3-2, 9 KO). Pięściarka z Malmö ma za sobą długą karierę zawodową, która przez długi czas stała jednak pod wielki znakiem zapytania. - Na jej miejscu raczej zajęłabym się czymś innym - stwierdziła Polka.

W 1999 roku w trakcie jednego z pojedynków toczonych w barwach szwedzkiej reprezentacji boksu olimpijskiego, Lindberg doznała bardzo poważnej kontuzji - w efekcie w jej mózgu wykryto krwiak. Mimo pomyślnych wyników badań, rodzima federacja przez wiele lat nie chciała zgodzić się na jej powrót do sportu. Lindberg rywalizowała na zawodowych ringach najpierw dzięki pozytywnej decyzji federacji amerykańskiej, a następnie po uzyskaniu licencji niemieckiego związku bokserskiego.

Starcie z Piątkowską będzie dla Szwedki już trzecią próbą zdobycia prestiżowego trofeum. - Na jej miejscu raczej zajęłabym się czymś innym - stwierdziła w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press Ewa Piątkowska.

- Ale skoro udało jej się przeboksować prawie 20 lat, to znaczy, że czuje się dobrze. To oczywiście nie jest dla mnie komfortowa sytuacja, ale muszę to wyrzucić z głowy i po prostu o tym nie myśleć. Lindberg jest zawodniczką idącą cały czas do przodu, niezależnie od tego, z kim walczy. Uznaję ją za rywalkę godną walki o pas i na pewno nie jestem zawiedziona takim wyborem - dodała 33-letnia pięściarka.

Pełna treść artykułu na Polskatimes.pl >>

Najnowsze komentarze