onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 

Jeśli Artur Binkowski wypadnie z karty walk "Narodowej Gali Boksu", to 25 maja na PGE Narodowym rywalem Marcina Najmana może być były mistrz Europy w wadze ciężkiej Albert Sosnowski. "Dragon" dopiero czeka na spotkanie w tej sprawie z jednym z organizatorów, a póki co pięściarz bije się z myślami, czy warto ryzykować.

- Na razie nie było żadnej rozmowy w tej sprawie. W poniedziałek mamy się spotkać na lunchu i przegadać temat - tłumaczy Sosnowski.

Były utytułowany pięściarz przyznaje, że docenia rozmach gali w stolicy, ale w swojej karierze już miał okazję boksować na wielkich imprezach, więc szansa ewentualnego zwieńczenia kariery na PGE Narodowym nie spędza mu snu z powiek.

- Na pewno, bez dwóch zdań, szykuje się wielkie wydarzenie i życzę, by się udało. Natomiast akurat dla mnie renoma tej gali nie jest absolutnym magnesem, bo przecież walczyłem na stadionie piłkarskim drużyny Schalke przy pełnych trybunach, a także na galach z walkami Floyda Mayweathera i Manny’ego Pacquiao - przypomina "Dragon".

- Serce i głowa chcą walczyć, bo jestem wojownikiem i nigdy nie pękam, ale ostatni pojedynek pokazał, że pewne kwestie motoryczne, moje ciało oraz inne elementy są już niestety dawno za mną. Biorąc to pod uwagę nie wiem, czy warte jest zepsucie swojego nazwiska występem na tak medialnej gali, gdyby faktycznie źle mi poszło - przyznaje były rywal Witalija Kliczki. 

Pełna treść artykułu na Interia.pl >>

Jeden z pierwszy polskich zawodowych pięściarzy, którego kariera sięga jeszcze lat 90-tych. Walczył na jednej gali z Mannym Paquiao, Prince Naseemem Hamedem, dzielił salę treningową z Floydem Mayweatherem Jr, Bernardem Hopkinsem czy Zabem Judahem, a do walk przygotowywał się m.in. w Catskill, gdzie bokserskie umiejętności wykuwał młody Mike Tyson. Dzisiaj Albert Sosnowski o tym wszystkim opowiada młodym adeptom sztuki walki na pięści. Ma marzenie, by odbudować potęgę polskiego boksu amatorskiego. Ostatniego naszego medalistę olimpijskiego pokonał.

Walczysz od 23 lat. Sam przyznajesz, że boksowanie to dla ciebie narkotyk. Jakie są objawy odstawienia?
Albert Sosnowski: Na razie ich nie zauważam. Nadal lubię być aktywny na sali, trenować – robię to z przyjemnością, nikt mnie do tego nie namawia. Powoli odkrywam w sobie, że mam dobry kontakt z młodzieżą. Ludzie mnie słuchają, jestem dla nich autorytetem. Przekazuję tajniki sztuki pięściarskiej, a uważam, że mam dużą wiedzę. Chcę się realizować jako trener. Być osobą, która sama sobie gdzieś w wyciszeniu trenuje i uczy czegoś innych. Nie tylko młodych adeptów sztuki pięściarskiej, również ludzi, którzy chcą zmienić coś w swoim życiu. Zrzucić stres, zbędne kilogramy, porozciągać się, poprawić koordynację ruchową, a przy okazji nauczyć się kunsztu pięściarskiego, pewnej techniki. Dzisiaj aktywność fizyczna to styl życia.

Przedstawiciele kolorowej prasy zapamiętali cię jako furiata awanturującego się na warszawskim Nowym Świecie. Pisano, że to była twoja zemsta na taksówkarzach, bo rzecz miała miejsce po pojedynku z Martinem Roganem i słynnym wypadnięciu z ringu.
Sytuacja związana ze zbiegiem przeróżnych okoliczności. Jakaś dziewczyna zaczęła ubliżać, a ja – będąc już lekko pod wpływem alkoholu – zareagowałem bardzo emocjonalnie. Poszła na skargę do taksówki i taksówkarz zaczął się ostro burzyć. Dostał, ale nic się takiego nie stało. Wymiana słowna, jakieś tam kopnięcie w taksówkę. A że policja była akurat w okolicy, zostałem zatrzymany.

I trafiłeś na izbę.
Pierwszy raz w życiu. Też fajne doświadczenie, że nie warto spędzać tam nocy. Szkoda prądu. Reagowałem agresywnie, więc przydzielili mi samotny pokój. Bali się ze mną kogokolwiek zostawić. Skakałem, przestawiałem łóżka, starałem się wyważyć drzwi. Po moich kolejnych próbach wyjścia z pomieszczenia, kilku gości podeszło ze strzykawką. Na ich czele dyrektor całej izby. Wchodzi i mówi: „Panie Albercie, znamy pana, może pan się uspokoi? Bo w przeciwnym wypadku będziemy musieli interweniować”. I wtedy całe ciśnienie ze mnie zaszło. „Przepraszam. To ja może sobie odpocznę, wytrzeźwieję”. Bardzo przyjacielsko się zachował. Inna osoba pewnie byłaby już powalona, dostałaby zastrzyk uspokajający, założono by jej kaftan. Ja mogłem spokojnie odpocząć. Rano wstałem trzeźwiutki i tylko pukałem się w głowę, co ja zrobiłem. „Dziękuję, do widzenia, ostatni raz”. To nie była wielka afera, rozeszło się po kościach.

Zaczęliśmy od rapu. „Zdobędę, ile zdołam, ile zdołam się nauczę i tu żelazna wola jest do tego kluczem. (…) Zobacz, jak wszystko staje się możliwe. Zwykły chłopak z Żoliborza, który po zwycięstwo idzie” – jakoś tak to leciało.
Jestem takim spełnieniem chłopaka, który gdzieś tam zaczynał w Polsce ten boks. Zrobiłem więcej niż ode mnie oczekiwano, niż tak naprawdę byłem w stanie zrobić. Dlatego tak miło mi się teraz o tym opowiada. A rozmawiam z przeróżnymi ludźmi. Ci odważniejsi podchodzą, przedstawiają się, gratulują. Doceniają moje sukcesy i zaangażowanie w tworzenie polskiego boksu zawodowego. Rozmawiamy o normalnych, codziennych sprawach.

Pytają o to, czy wrócisz?
Oczywiście, że chciałbym zakończyć karierę jako zwycięzca, ale nie wszystko można mieć w życiu. Zapisałem się w historii pięściarstwa, zaliczyłem przygodę życia, która trwała tyle lat. Zbliża się ten czas, żeby z satysfakcją powiedzieć: „to już koniec”.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>

W pojedynku poprzedzającym główne wydarzenie gali MGębski Boxing Night w Radomiu, Łukasz Różański (7-0, 6 KO) znokautował w pierwszej rundzie byłego mistrza Europy wagi ciężkiej Alberta Sosnowskiego (49-9-2, 28 KO).

Różański od pierwszego gongu odważnie ruszył na weterana zawodowych ringów i zepchnął go do obrony. Pięściarz z Rzeszowa trafiał ciosami z obu rąk, a pojedynek zakończył się po dwóch celnych lewych sierpowych, po których "Dragon" został wyliczony do dziesięciu.

Po walce Sosnowski przyznał, że to była prawdopodobnie jego ostatnia zawodowa walka. Dla Różańskiego to największy sukces na zawodowych ringach.

Podczas dzisiejszej gali w Radomiu Łukasz Różański (6-0, 5 KO) zmierzy się z Albertem Sosnowskim (49-8-2, 30 KO). Dla niepokonanego pięściarza z Rzeszowa konfrontacja z byłym mistrzem Europy wagi ciężkiej będzie najpoważniejszym sprawdzianem w karierze. 

- Chcę pokazać, że jeszcze jest we mnie choć cień starego "Dragona", który zawsze wierzy w siebie, idzie do przodu i walczy do końca - mówi przed sobotnią walką na stadionie MOSiR w Radomiu Albert Sosnowski, który zmierzy się z Łukaszem Różańskim.

- Ja mam za sobą ten bagaż doświadczeń, więc będę na tym bazował. Okres sparingowy za mną, poczułem timing i ring. Pracujemy nad pewnymi elementami technicznymi, które powinny być istotne w starciu z Łukaszem Różańskim. Walka odbędzie się na stadionie, więc trzeba być dobrze rozgrzanym i przygotować mięśnie na szok temperatury - ocenia były mistrz Europy i pretendent do trofeum World Boxing Council.

- Jestem na pewno już bliżej końca kariery i wszystko zależy od sobotniej walki. To może być ostatni pojedynek, na razie nie wybiegam do przodu. Chce pokazać, że jeszcze jest we mnie choć cień starego "Dragona", który zawsze wierzy w siebie, idzie do przodu i walczy do końca. Mam nadzieję rozgrzać publiczność.

Pełna treść artykułu na Sportowefakty.wp.pl >>

9 września podczas gali na stadionie MOSiR w Radomiu Albert Sosnowski (49-8-2, 30 KO) zmierzy się z Łukaszem Różańskim (6-0, 5 KO). Dziś były mistrz Europy wagi ciężkiej zaprezentował się w luźnym treningu dla mediów.

9 września podczas gali na stadionie MOSiR w Radomiu na ring powróci doświadczony Albert Sosnowski (49-8-2, 30 KO). "Dragon" zmierzy się z Łukaszem Różańskim (6-0, 5 KO), a promotor gali Tomasz Babiloński jest przekonany - będzie nokaut. I idzie o zakład.

- Albert ma 38 lat, ale chce jeszcze spróbować swoich sił w ringu. Wcale nie przekreślałbym Sosnowskiego, choć według mnie to powinna być ostatnia jego walka. Powinien być odpowiednio przygotowany, bo wiedział o pojedynku trzy miesiące wcześniej - ocenia w rozmowie z WP SportoweFakty sternik Babilon Promotion.

Kolejnym przeciwnikiem Sosnowskiego będzie Łukasz Różański (6-0, 5 KO) podczas gali, gdzie główną atrakcją wieczoru będzie konfrontacja Krzysztofa Zimnocha z mocno bijącym Joeyem Abellem. Rzeszowianin jest dopiero na początku drogi i ewentualny triumf byłby zdecydowanie najcenniejszym skalpem w karierze. Promotor nie ma żadnych wątpliwości, iż starcie wagi ciężkiej zakończy się nokautem.

- "Dragon" ma o wiele większe doświadczenie, myślę, że od pierwszego gongu w ringu będą szły iskry. Nie wierzę w to, że walka potrwa pełny dystans i mogę się założyć o każde pieniądze, że któryś z nich padnie - dodał Babiloński.

Kup bilet, zobacz na żywo walki Zimnoch - Abell i Sosnowski - Różański >> 

9 września na gali organizowanej na Stadionie MOSiR w Radomiu Albert Sosnowski (49-8-2, 39 KO) zmierzy się z Łukaszem Różańskim (6-0, 5 KO). Popularny "Dragon", który w swojej karierze sięgał po pas mistrza Europy wagi ciężkiej i boksował o tytuł WBC z wielkim Witalijem Kliczką, przyznaje, że zbliżający się pojedynek będzie dla niego ważnym sprawdzianem. 

- Ta walka da mi odpowiedź, czy warto jeszcze bawić się w zawodowe pięściarstwo, czy lepiej dać już sobie spokój. Nie ukrywam, że coraz trudniej znoszę dłuższe okresy przygotowań. Już nie zamierzam "rzucać się" na duże wyzwania, na wielkie nazwiska, choć nie powiem też, że Różański to łatwy rywal. On, jak wielu młodych zawodników, chciałby wybić się na nazwisku Sosnowski, a ja zamierzam pokrzyżować jego plany - powiedział Sosnowski Polskiej Agencji Prasowej.

Albert Sosnowski po raz ostatni wychodził do ringu we wrześniu 2016 roku, przegrywając przed czasem po nie najgorszej w swoim wykonaniu walce z Andrzejem Wawrzykiem. Głównym wydarzeniem radomskiej gali będzie starcie Krzysztofa Zimnocha (22-1, 15 KO) z Amerykaninem Joeyem Abellem (33-9, 31 KO).

Kup bilet, zobacz na żywo walki Zimnoch - Abell i Sosnowski - Różański >>

9 września na gali w Radomiu na ring wróci były mistrz Europy i pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Albert Sosnowski (49-8-2, 30 KO). Rywalem pięściarza z Warszawy będzie chcący wyrobić sobie nazwisko na polskiej scenie bokserskiej Łukasz Różański (6-0, 5 KO).

  

Kup bilet, zobacz na żywo walki Zimnoch - Abell i Sosnowski - Różański >> 

Najnowsze komentarze