onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 




Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) zapowiedział w mediach społecznościowych, że już wkrótce kibice poznają datę jego powrotu na ring. 34-latek nie boksował od wrześniowej porażki z Amerykaninem Joeyem Abellem.

- Co do mojego powrotu, nic nie dzieje się bez przyczyny i proszę kibiców o jeszcze chwilę cierpliwości - napisał pięściarz z Białegostoku w mediach społecznościowych.

- Jestem na ostatniej prostej dogrywania ostatnich formalności i już niedługo będę mógł powiedzieć na ten temat coś więcej - zdradził Zimnoch.

Białostoczanin kilka miesięcy temu rozważał debiut w mieszanych sztukach walki, jednak ostatecznie postanowił skupić się w najbliższym czasie na odbudowaniu swojej bokserskiej kariery.

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) odrzucił propozycję stoczenia walki z Arturem Szpilką (20-3, 15 KO), który wróci na ring 25 maja podczas Narodowej Gali Boksu na stadionie PGE Narodowym w Warszawie. Pięściarz z Wieliczki był chętny, żeby skrzyżować rękawice z białostoczaninem w maju, jednak Zimnoch nie przyjął tej oferty, tłumacząc, że nie pasował mu termin pojedynku.

- Była taka propozycja, potwierdzam, ale nie pasował mi termin. Nie chodziło o kontuzje czy zbyt mało czasu na przygotowania, ale o moje sprawy osobiste. Nie chcę publicznie mówić o co chodzi, ale nie mogłem przyjąć tej oferty - tłumaczy Zimnoch.

Pięściarz z Białegostoku pod koniec ubiegłego roku myślał o debiucie w MMA, jednak ostatecznie do jego występów w klatce nie dojdzie. Zimnoch zamierza skupić się na boksie.

- Przemyślałem wszystko i stwierdziłem, że to jednak nie jest dobry pomysł. Nie odbyłem nawet żadnych sparingów w MMA. Trenowałem zapasy i brazylijskie jiu-jitsu, ale jednak zrozumiałem, że szkoda byłoby poświęcać na to czas kosztem boksu - mówi 34-latek, który na razie nie zna jeszcze daty powrotu na ring.

- Trenuję i czekam na termin walki. Liczę na to, że wkrótce będę mógł powiedzieć w tej sprawie coś konkretnego. Coś się szykuje, ale jeszcze nie chcę o tym głośno mówić - podsumowuje Zimnoch.

Ostatnią zawodową walkę Zimnoch stoczył we wrześniu ubiegłego roku, przegrywając przed czasem z Joeyem Abellem. Amerykanin w kwietniu prawdopodobnie wróci do Polski i skrzyżuje rękawice z Tomaszem Adamkiem.

W 2017 roku znalazł się na karuzeli. W lutym, po najlepszym występie w karierze, zrewanżował się Mike’owi Mollo (21-7-1, 13 KO) za pierwszą porażkę na zawodowych ringach, jednak we wrześniu spotkał kolejnego pogromcę. Przed walką zapowiadał pogoń za czołówką wagi ciężkiej, ale w Radomiu poważny boks wybił mu z głowy Joey Abell (34-9, 32 KO). Choć Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) znalazł się na rozdrożu i zdążył nawet zadeklarować zainteresowanie MMA, to największe nadzieje wciąż wiąże z boksem. Na ring ma wrócić w maju – podczas dużej gali i być może z nowym promotorem.

Przeanalizowałeś już na spokojnie, co wydarzyło się 9 września w Radomiu?
Krzysztof Zimnoch: Tak, dużo o tym myślałem. Na moją porażkę z Abellem złożyło się wiele rzeczy. Nie mówiłem tego wcześniej, ale przed walką trochę chorowałem. Mam wrażenie, że tego wieczoru nie byłem sobą, ale nie ma się co oszukiwać – tak naprawdę zawiodła przede wszystkim głowa. Będąc już w ringu, zupełnie nie wiedziałem co się dzieje. Plan napisany przed walką był zupełnie inny. Na pewno nie polegał na tym, że miałem stać biernie przed rywalem i przyjmować ciosy. Miałem przepuszczać jego ataki i dużo schodzić na nogach. Chciałem wyczekać do czwartej lub piątej rundy aż Abell się wystrzela i od tego momentu przejąć kontrolę.

Co ta porażka oznacza dla twojej kariery?
Dużo mi zabrała, naprawdę bardzo dużo… Mam wrażenie, że po tej porażce promotorzy przestali we mnie wierzyć. Bardzo możliwe, że właśnie kończy się moja współpraca z Tomaszem Babilońskim i Andrzejem Wasilewskim. Cały czas szukam nowych rozwiązań i myślę o nich w kontekście mojej kariery.

Wcześniej dostałeś od Tomasza Babilońskiego ofertę walki w MMA – 17 marca z Szymonem Kołeckim. Znów w Radomiu…
Znam ten temat, ale na razie musimy wyjaśnić wszystkie szczegóły i podjąć pewne decyzje co do mojej przyszłości. O walce z Kołeckim w MMA w ogóle w tej chwili nie myślę. Mogę za to potwierdzić, że kolejny raz kibice na pewno zobaczą mnie w ringu.

Walczysz w Polsce, ale trenujesz w Anglii. Z którym krajem wiążesz poważniejsze plany?
Docelowo chciałbym dalej walczyć w Polsce. W obecnej sytuacji wydaje mi się jednak, że kolejną walkę stoczę w Polsce, a potem bardzo możliwy jest pojedynek w Anglii. Dalej zamierzam trenować pod okiem Richarda Williamsa w Londynie, ale gdzie konkretnie będę walczył, to się jeszcze okaże. Na razie planuję walkę w maju. Będzie to miało miejsce w Polsce i to na dużej gali.

Pełna treść artykułu na Weszlo.com >>

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) zadeklarował, że chętnie skrzyżuje rękawice z Łukaszem Różańskim (7-0, 6 KO). O tym, że przymiarki do takiego pojedynku są czynione, Różański poinformował w rozmowie z serwisem nowiny24.pl.

- Nic nie wiem o żadnych rozmowach, ale jeśli wszystko będzie się zgadzać i kibice będą chcieli to zobaczyć to nie mam problemu z taką walką - stwierdził Zimnoch.

Różański wspominał, że do takiego pojedynku mogłoby dojść już w kwietniu. Miesiąc wcześniej Zimnoch może zadebiutować w formule MMA, jednak konkrety w tej sprawie nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone.

34-latek z Białegostoku ostatni raz boksował we wrześniu ubiegłego roku. Zimnoch przegrał wtedy przez nokaut z Amerykaninem Joey'em Abellem.

17 marca odbędzie się gala Babilon MMA 3 - poinformował na Twitterze Tomasz Babiloński, organizator tej imprezy. Jak się okazuje, to właśnie wtedy w formule MMA zadebiutuje Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO).

Czy to prawda, że 17 marca zaliczysz debiut w MMA?
Krzysztof Zimnoch: Tak, to będzie moja pierwszy występ w mieszanych sztukach walki.

Jak idą przygotowania do tego startu?
Dobrze. Trenuję zapasy i brazylijskie jiu-jitsu. Uczę się wielu nowych rzeczy.

Jakbyś porównał te zajęcia do treningów bokserskich?
Na pewno są to inne zajęcia. Poza tym w MMA rundy są dłuższe, ale jest ich mniej. Jedno jest pewne - w każdej dyscyplinie trzeba dawać z siebie wszystko na treningach, i tak też robię.

Treningi bokserskie odstawiłeś na bok?
Nie, boks też regularnie ćwiczę, ale dołożyłem też do tego inne płaszczyzny. W MMA trzeba trenować przekrojowo, o boksie też nie można zapominać.

Masz za sobą już pierwsze sparingi w MMA?
Nie, na razie sparuję jedynie z manekinem. Wchodzę mu w nogi, rzucam na matę, zakładam dźwignię, ale on ciągle wstaje i się ze mnie śmieje. Ma namalowaną twarz i szczerzy do mnie zęby.

Poważnie?
Tak. Co ciekawe, mój manekin ma też napisane na plecach Artur. Nie ma jednak wiele wspólnego z Arturem, o którym teraz wszyscy pomyślą, bo manekin Artur w odróżnieniu od tego drugiego chociaż podaje mi rękę.

Czy wiadomo z kim zmierzysz się w debiucie i na ile rund ta walka będzie zakontraktowana?
O te rzeczy trzeba pytać Tomasza Babilońskiego. Ja wiem, że mam wtedy stoczyć walkę, a wszystkie szczegóły ustala organizator.

To prawda, że rozpocząłeś treningi MMA?
Krzysztof Zimnoch: Tak, ćwiczę zapasy i MMA, ale nie jest to dla mnie pierwsza styczność ze sportami kopanymi, bo jako dziecko z braćmi i wujkiem bawiłem się w tzw. przewalanki na trawie. To było takie MMA 25 lat temu. Teraz wdrażam się, codziennie uczę się czegoś nowego.

Kiedy debiut w klatce?
W przyszłym roku i niewykluczone, że ten debiut będzie już w następnej walce. Mój promotor Tomasz Babiloński zajął się organizacją gal MMA i wspólnie wpadliśmy na pomysł, bym wystąpił na jednej z nich. Na tę chwilę bliżej mi więc do MMA.

Twój "przyjaciel" Artur Szpilka również rozważa występy w MMA, więc skoro nie udało się wam zmierzyć w boksie, to może uda się w klatce?
Może będzie łatwiej niż w boksie? W kontrakcie mam możliwość wystąpienia na gali innego promotora po opłaceniu konkretnego procenta z wynagrodzenia, myślę, że Artur ma podobnie, więc może chłopaki z KSW chcieliby coś takiego zorganizować? Jestem otwarty na wszelkie propozycje.

Pełna treść artykułu w "Super Expressie" >>

Boksujący w kategorii ciężkiej Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) swoją kolejną walkę stoczy w MMA. - Zawsze podejmuję decyzje z pełną odpowiedzialnością i wiem, co robię. Nie robię nic pod presją, tylko dlatego, że to chcę zrobić - przekonuje białostoczanin w rozmowie z ringpolska.pl, komentując zaskakujące doniesienia.

Skąd się wziął pomysł na twoje występy w MMA?
Krzysztof Zimnoch: Dostałem propozycję, przemyślałem i stwierdziłem, że warto spróbować. Nie powiedziałem, że żegnam się z boksem. Bardzo możliwe, że to będze połączone, tzn. raz wystąpię w boksie, raz w MMA.

W najbliższym występie to będzie boks czy MMA?
Raczej MMA. Aktualnie przygotowuje się w Polsce i trenuję ogólnie. Biegam, siłownia, ćwiczę boks i zapasy.

Kiedy powinniśmy spodziewać się w takim razie twojego debiutu w MMA?
Pewnie w okolicach wiosny. Na dzisiaj nie powiem jednak, czy to będzie luty, marzec czy kwiecień.

Mają rację ci kibice, którzy twierdzą, że Joey Abell wybił tobie boks z głowy i dlatego poszedłeś do MMA?
Nie, Abell nie wybił boksu z głowy. Co więcej, ja chcę stoczyć z nim rewanż, bo nawet jeśli zabrzmi to w sposób zarozumiały, wiem, że z nim wygram, jeśli będę boksował w sposób mądry. Ja świadomie podejmuję decyzję i dobrze wszystko przemyślałem. Abell dał mi nauczkę, sprowadził mnie na ziemię, ale ja jeszcze nie powiedziałem w boksie ostatniego słowa.

Masz już za sobą pierwsze sparingi na zasadach MMA?
Jeszcze nie, ale niedługo wybiorę się do kogoś z wagi ciężkiej, potaczam się z nim i zobaczę jak to wygląda. Bardzo możliwe, że jeszcze w tym roku uda mi się pojechać do miejsca, w którym jest w Polsce dobre MMA i sprawdzić się.

Z jakimi celami zadebiutujesz w MMA? Myślisz o poważnych tytułach czy bardziej chcesz się po prostu sprawdzić?
Przede wszystkim chcę się sprawdzić, podchodzę do tego na dużym luzie. Dużo będzie zależało od pierwszego występu, zobaczymy jak zaprezentuje się w parterze i czy walki z braćmi z dzieciństwa zostały jeszcze we mnie. Zobaczymy, po pierwszych sparingach z kimś, kto ma pojęcie o MMA będzie wiadomo na czym stoję.

Czy rozmawiałeś już o tym z kim zmierzysz się w pierwszej walce MMA?
Nie, nie słyszałem jeszcze o żadnych nazwiskach.

Ale nie będzie to raczej zawodnikiem z dużymi osiągnięciami i nazwiskiem?
Wielki kozak w MMA poskładałby mnie szybciej niż Abell, nie ma co się oszukiwać. MMA rządzi się swoimi prawami i trzeba ostrożnie stawiać pierwsze kroki.

Czy nie obawiasz się, że MMA to będzie tylko strata czasu, który mógłbyś w bardziej efektywny sposób wykorzystać na boks, gdzie wciąż nie osiągnąłeś tego o czym marzysz?
Ja wychodzę z założenia, że nic w moim życiu nie dzieje się przez przypadek. Wszystko jest spowodowane tym co myślę i chcę robić. Na pewno nie będę tego traktował jako coś, czego mogę żałować.

Nawet jeśli twoja przygoda w MMA skończy się po jednej lub dwóch walkach, bo okaże się, że to po prostu nie jest sport dla ciebie?
Zawsze podejmuję decyzje z pełną odpowiedzialnością i wiem, co robię. Nie robię nic pod presją, tylko dlatego, że to chcę zrobić. Jestem odpowiedzialnym facetem i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co taka decyzja oznacza dla mojego życia. Myślę, że na tym wszystkim bardziej wygram, niż stracę.

Wygląda na to, że Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) zmieni wkrótce dyscyplinę sportową i zadebiutuje jako zawodnik mieszanych sztuk walki. "Powrót Krzysztofa Zimnocha już wkrótce, tym razem nie boks a MMA." - napisał dziś na Twitterze współpromotor pięściarza Tomasz Babiloński.

Białostoczanin już kilka dni temu zasugerował, że może zamienić ring na klatkę. - Oczywiście boks jest nadal nr 1, ale chciałbym spróbować sił w innej dyscyplinie. Tak naprawdę całe dzieciństwo uprawiałem MMA ze swoimi braćmi i starszym o kilka lat wujkiem - pamiętam jaki to był wycisk - stwierdził wówczas 34-letni pięściarz.

Krzysztof Zimnoch ostatnią walkę stoczył we wrześniu na gai w Radomiu, przegrywając przez nokaut z Joeyem Abellem.

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) wznowił treningi po wrześniowej porażce z Joey'em Abellem. 34-letni białostoczanin zdradził, że myśli o debiucie w mieszanych sztukach walki, a jego kolejny występ możemy oglądać w klatce, a nie ringu bokserskim.

- Po ostatniej walce ciężko było się podnieść, ale już jestem. Wróciłem do treningów, ale bardzo możliwe, że następnym razem zobaczycie mnie w klatce. Obecnie często chodzę na zapasy i treningi MMA - stwierdził Zimnoch.

- Oczywiście boks jest nadal nr 1, ale chciałbym spróbować sił w innej dyscyplinie. Tak naprawdę całe dzieciństwo uprawiałem MMA ze swoimi braćmi i starszym o kilka lat wujkiem - pamiętam jaki to był wycisk - przekonuje pięściarz wagi ciężkiej.

W tym roku Zimnoch stoczył trzy zawodowe walki. Poza przegraną z Abellem, wygrywał z Michaelem Grantem i Mikem Mollo.

Krzysztof Zimnoch (22-2-1, 15 KO) wkrótce wyleci do Londynu i wznowi treningi z Richardem Williamsem. 34-letni pięściarz z Białegostoku powoli wraca do formy po wrześniowej porażce z Joey'em Abellem.

- Trenuję już od jakiegoś czasu, ruszam się i jestem na walizkach, gotowy do wylotu do Londynu. Na razie jestem w Białymstoku, nie mam tutaj trenera od boksu, ale nie siedzę z założonymi rękami. Ruszam się na tyle, ile mogę to robić sam - tłumaczy Zimnoch.

- Nie znam jeszcze daty mojego powrotu na ring. Na tę chwilę nie wiem, kiedy odbędzie się kolejna walka, na pewno będzie to w przyszłym roku, ale konkretów nie znam - mówi białostoczanin.

W ubiegłym roku Zimnoch stoczył trzy zawodowe walki. Poza porażką z Abellem, Polak wygrywał także z Mikem Mollo i Michaelem Grantem.

Wrześniową porażkę z Joey'em Abellem pamiętasz z ringu czy z powtórki telewizyjnej?
Krzysztof Zimnoch: Mam przebłyski. Jest coraz lepiej, bo świeżo po walce było ciężko. I nerwy, i ten nokaut. To wszystko spowodowało, że nie bardzo wiedziałem, co się wydarzyło.

Spotkałem się z teorią, że najwięksi pięściarze mają umiejętność przetrwania. Ali, Sugar Ray, Louis, Marciano. Idąc na wymianę ciosów z Abellem liczyłeś, że i ty zaliczasz się do grona „nieśmiertelnych”?
Przede wszystkim zawsze jak wychodzę do ringu, uważam się za silniejszego, mocniejszego od swojego rywala. Po to ciężko trenuję, żeby tak właśnie było. Żeby wygrywać. Tutaj wyszło, jak wyszło. Był po prostu silniejszy. Taktyka była taka, żeby nie przyjmować z nim wymiany, żeby uciekać na nogach, przepuszczać jego ataki. Tyle że jak trafił, w głowie było już tylko jedno: albo on mnie, albo ja jego.

Jak odreagować taką porażkę, takie brutalne sprowadzenie na ziemię?
Najgorzej było z emocjami, mentalnie naprawdę to przeżyłem. Czułem niewyobrażalny żal, taką rozpacz w sobie. Tak ciężko trenowałem, tak dobrze byłem przygotowany, a przyjechał człowiek i od pierwszej rundy mnie zdusił, stłamsił, zdetronizował. „Jak to możliwe, że tak się stało? Czy to on jest tak dobry, tak silny, czy po prostu ja jestem dużo słabszy od niego?” – takie pytania pojawiały się w głowie. I powiem ci szczerze, że do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak się stało.

A może promotorzy zrobili ci krzywdę, bo najzwyczajniej w świecie nie byłeś gotowy na tak wysoki poziom?
Ring weryfikuje, czy jesteś gotowy na walkę, czy nie. Zawsze tak jest. Jestem świadomy, że znowu będę musiał podnosić się z kolan. Że znowu jestem zdany na łaskę promotorów. Kogo mi dadzą, z tym będę boksował. Ja marzę o tym, żeby walczyć z jak najlepszym zawodnikiem. Żeby walczyć z nim jak równy z równym. Mało tego. Marzę o tym, żeby być jak najlepszym zawodnikiem. A który teraz jestem? 87. na świecie? Trzeba mierzyć siły na zamiary. Nie jest realne, żebym w tym momencie walczył o mistrzostwo świata. Ale moim marzeniem jest to, żeby zostać mistrzem świata.

Nie jesteś za mały na ciężką?
Za mały? W jakim sensie? Jeszcze rok temu ważyłem niecałe 103 kilo, teraz już 107 wieczorem. Wszystko idzie w tym kierunku, żeby być coraz większym i coraz silniejszym. Widzę, co się dzieje w wadze ciężkiej. Boksują chłopaki o dziesięć centymetrów wyżsi ode mnie, ciężsi. Abell miał 120, Joshua z Kliczką 113. Wielkie chłopy, tak? Żeby nawiązać walkę z Joshuą trzeba ważyć przynajmniej 110 kilogramów. Chyba, że ma ona polegać na uciekaniu i kontrowaniu.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>

Najnowsze komentarze