onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Andrzej Sołdra - Jordan Kuliński: Kariera Andrzeja Sołdry po kapitalnej walce z Dawidem Kosteckim miała nabrać tempa. Niestety stało się jednak zgoła inaczej. Andrzej w czterech pojedynkach poniósł trzy porażki, a prawdę mówiąc powinien ponieść cztery. Wpadkę przez kontuzję z Yevgeny Makhteienko da się jeszcze obronić, ale słabiutkich występów z Sebastianem Skrzypczyńskim i Tomaszem Gargulą już nie. Na domiar złego Sołdra skorzystał z propozycji od Vijendera Singha i został znokautowany na gali w Boltonie. Teraz wraca na polską ziemię na walkę o "być albo nie być" w boksie. Porażka z niedoświadczonym Jordanem Kulińskim ostatecznie zniechęci promotorów do Andrzeja, a Andrzeja do zawodowego boksu. Tę walkę Andrzej Sołdra po prostu musi wygrać, jednak zadanie nie będzie łatwe. Jordan Kuliński ma za sobą bogatą karierę amatorską. Na zawodowstwie również pokazał się z bardzo dobrej strony w debiucie, lecz kolejne dwa pojedynki - przede wszystkim ten z Norbertem Dąbrowskim – pokazały, że pięściarz z Włocławka musi popracować nad kondycją. Dobrze rozpoczyna pojedynki, a słabiej kończy. W dwóch ostatnich jego walkach sędziowie nie byli jednomyślni. Pojedynek z Sołdrą będzie dla niego sporym wyzwaniem, ale nie stoi także na straconej pozycji. Andrzej jest na równi pochyłej i dość łatwo będzie można go z niej zrzucić. Ciekawe jak z tym zadaniem poradzi sobie Kuliński.
 
Kamil Łaszczyk - Piotr Gudel: Tutaj faworyt jest doskonale znany. Kamil Łaszczyk wraca do Polski prawie dwóch latach, w czasie których stoczył ledwie trzy walki. Niedawno mówiło się, że Polak jest bliski zawalczenia w eliminatorze do pasa WBO wagi piórkowej, jednak ostatecznie nic z tego nie wynikło. 25-latek pokaże się w Wieliczce, a niedługo zaliczy kolejny występ w rodzinnym Wrocławiu. Kamil niegdyś uznawany był za duży talent i nadzieję na mistrzowski tytuł w niskich kategoriach wagowych. Od pewnego czasu jednak nie walczy regularnie, a poziom jego rywali nie wzrasta. 125 metrów pod ziemią czekać na niego będzie Piotr Gudel - jedyny obecnie zawodnik z Polski, który mógł zostać skonfrontowany ze "Szczurkiem". Gudel od początku swojej zawodowej kariery nie zachwyca i jest wręcz ciągnięty za uszy przez swoich promotorów. Przegrał w debiucie z Rafałem Kaczorem, lecz zdołał mu się zrewanżować. To właśnie druga walka z Kaczorem była najlepszym występem Gudla na zawodowym ringu. Oprócz tego dwukrotnie bardzo nieznacznie wygrywał z rozbitym Krzysztofem Rogowskim i dostał w prezencie naciągany remis z Markiem Vidalem. Jeśli Kamil Łaszczyk ma zamiar coś osiągnąć w boksie na światowym poziomie, z Piotrem Gudlem musi wygrywać bardzo pewnie. Jak będzie w praktyce, to zobaczymy w sobotę.
 
Marek Matyja - Norbert Dąbrowski: Sytuacja Dąbrowskiego jest bardzo podobna do tej Andrzeja Sołdry. "Noras" to bardzo solidny zawodnik na polskim podwórku, ale zarazem bardzo pechowy. Przegrywał z Robertem Świerzbińskim, Markiem Matyją i Pawłem Stępniem. Do tego wypunktował go mający tylko dwa zawodowe pojedynki Białorusin. Dąbrowski wygrał tylko jedną walkę z pięciu ostatnich występów. Było to starcie z dostarczycielem zwycięstw, Bartoszem Szwarczyńskim. Taka sytuacja nie napawa optymizmem. Norbert nie ma patentu na Polaków – pokonał tylko Bartłomieja Grafkę i - po niejedno głośnej decyzji - Roberta Talarka. Z Markiem Matyją spotkał się w 2014 roku i po dobrej walce uległ stosunkiem głosów 2:1. Teraz niepokonany pięściarz grupy Sferis Knockout Promotions wraca po rocznej przerwie i bierze z biegu rewanż z "Norasem". Matyja wraca po operacji oka. Sam twierdzi, że dopiero teraz widzi tak, jak powinien i dopiero teraz zacznie się jego prawdziwa kariera. Musi być bardzo pewny siebie, skoro po długiej przerwie boksuje od razu z Dąbrowskim, który nie przegrywa przed czasem. Kariera Matyi musi nabrać rozpędu. Polak ma warunki i umiejętności, by toczyć bardzo dobre walki ze znanymi zawodnikami. Najpierw jednak musi na nowo poczuć ring i zrzucić rdzę. W tym ma pomóc właśnie walka z Dąbrowskim.
 
Krzysztof Zimnoch - Marcin Rekowski: Wydarzenie wieczoru gali w Wieliczce. Bardzo ciekawa i trudna do typowania walka. Obaj zawodnicy są w trudnych punktach swoich karier i wygląda na to, że wygra ten, któremu bardziej będzie zależało. Wydawać by się mogło, że zależeć powinno Zimnochowi. To jeszcze stosunkowo młody pięściarz, który nie tak dawno był bliski kasowego pojedynku z Arturem Szpilką, a w tej chwili jest na skraju przepaści. Sensacyjny nokaut z rąk Mike’a Mollo i słabiutki występ przeciwko Konstantinowi Airichowi sprawił, że Mollo rozpoczął współpracę z nowym trenerem w Wielkiej Brytanii. Sam zainteresowany mówi, że teraz musi być już tylko lepiej, jednak wszyscy wiemy jakie Krzysztof ma braki. Mollo pokazał zupełny brak odporności na ciosy, Airich natomiast duże luki w obronie. Niemiecki journeyman, którego obijał praktycznie każdy przeciętny zawodnik prowadził u jednego z sędziów z Krzysztofem Zimnochem po trzech rundach. Zimnoch chyba nieco pogubił się w życiu i boksie. Jego pewność siebie zgasła, w ringu nie pokazuje tego, na ile go stać. Podobnie wygląda sytuacja z Rekowskim. Marcin jeszcze do niedawna uznawany był za solidnego gracza na polskiej scenie wagi ciężkiej. Wszystko zmieniła dziesiąta runda walki z Nagym Aguillerą, kiedy Polak był zamroczony i przegrał - wydawać by się mogło - wygraną walkę z Amerykaninem. W kwietniu na gali Polsat Boxing Night wszystkie jego braki obnażył Andrzej Wawrzyk, który całkowicie zdominował i w końcu znokautował przyjaciela. Rekowski wygląda na pięściarza, któremu przestało zależeć. Być może jego główną motywacją pozostały pieniądze co sprawia, że faworytem sobotniego starcia jest Krzysiek Zimnoch.
 
 
Kevin Lerena - Micki Nielsen: Schodzimy z polskiego podwórka i przenosimy się od razu do Afryki. Tam w sobotę rozegrany zostanie finał czteroosobowego turnieju, który kompletnie nic nie znaczy. W finale zmierzą się reprezentant gospodarzy, Kevin Lerena i Duńczyk, Micki Nielsen. Zdecydowanym faworytem wydaje się być niepokonany Nielsen, ale w Republice Południowej Afryki dzieją się cuda, o czym doskonale wie chociażby Mateusz Masternak. Nielsen w pierwszej walce turnieju spotkał się z "pogromcą" "Mastera" Johnny’m Mullerem. Wygrał bezdyskusyjnie, chociaż sędzina z Afryki wypunktowała tylko 95-94. Lerena noszący dumnie przydomek "KO Kid" wygrał walkę z Argentyńczykiem, Roberto Feliciano Bolontim i do walki finałowej wyjdzie przy aplauzie swoich fanatycznych kibiców. Gdyby ten pojedynek rozgrywany był gdziekolwiek indziej, nie byłoby żadnych wątpliwości jak zakończy się walka. Duńczyk jest dużo lepszy boksersko, a "KO Kid" wcale nie jest jakoś wyjątkowo silny. Przed czasem kończy ledwie 50% walk. Starcie rozegrane zostanie jednak w Afryce i to jest główny powód do tego, by móc upatrywać faworyta w Lerenie. Micki Nielsen doskonale wiedział co go czeka decydując się na ten absurdalny turniej rozgrywany w tak absurdalnym miejscu, ale widocznie jest pewny swojej siły i umiejętności. Musi mieć się jednak na baczności i mocno nastawić się na nokaut. Bez tego, na kartach sędziowskich mogą dziać się kolejne cuda.
 
Sam Eggington - Frankie Gavin: Niby jest faworyt, a jednak go nie ma. Niedzielny kibic na pewno lepiej kojarzy nazwisko Gavina, do tego Frankie legitymuje się nieco lepszym rekordem, co pewnie sprawi, że to on będzie faworytem zbliżającego się starcia. Warto jednak przyjrzeć się bliżej. 31-letni Frankie Gavin w połowie ubiegłego roku przegrał przez ciężki nokaut z Kellem Brookiem, co skutkowało 14-miesięczną przerwą od boksu. Wrócił w lipcu walką z anonimowym Ivo Gogoseviciem i zakończył pojedynek dopiero w ostatniej rundzie. Przez ten czas Sam Eggington zabrał zero z rekordu Glenna Foota zdobywając tytuł mistrza Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Brytyjskiej, trzy miesiące później wypunktował Dale’a Evansa w obronie tych tytułów. W 2016 roku nie sprostał co prawda Bradleyowi Skeete, ale wrócił nokautem w pierwszej rundzie. 23-letni "Savage" w walce z Gavinem stanie przed szansą wywalczenia pasa WBC International i z pewnością będzie w stanie dać dobrą walkę faworyzowanemu rodakowi. Smaczku dodaje lokalizacja tej gali. Obaj pięściarze pochodzą z Birmingham i tam właśnie stoczą pojedynek. Na Barclaycard Arena Gavin jeszcze nie walczył. Eggington stoczył tam już dwa zwycięskie pojedynki. Faworytem bardziej doświadczony, 8 lat starszy z Anglików, ale nie można wykluczyć innego rozstrzygnięcia.