Patronat medialny


 


Zwerbowanie do swojej grupy wysokiej klasy zawodnika jest dla każdego promotora sporym sukcesem. Powody są raczej oczywiste – dobrzy zawodnicy podnoszą prestiż, dają możliwość zdobywania tytułów, generowania odpowiednich pieniędzy. Jak ocenić jednak sytuację w której wyżej wymienione czynniki schodzą na dalszy plan, a priorytetem przeprowadzenia takiego werbunku jest.... prewencja? Genialne posunięcie szanującego się stratega czy może jednak zwyczajne wyrachowanie? Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie, oczywistym wydaje się, iż wciągnięcie przez grupę Golden Boy Promotion do swoich szeregów argentyńskiego pięściarza Marcosa Rene Maidany, było ruchem stricte profilaktycznym.


Kategoria junior półśrednia, w której występuje Maidana, uchodzi dziś za jedną z najsilniej obsadzonych. I faktycznie kilka świetnych nazwisk z czołówki, dosyć solidne zaplecze, pozwala na wysunięcie takiej tezy. Niemniej trudno nie oprzeć się wrażeniu, iż ów siła nie została jeszcze tak naprawdę zweryfikowana, głównie z powodu niewystarczającej liczby pojedynków pomiędzy pięściarzami ze ścisłego topu. Zresztą trudno się dziwić takiemu stanu rzeczy, jeśli w wierchuszce tej kategorii, znaczącą rolę odgrywają zawodnicy młodzi, dysponujący dużym potencjałem, na których chucha się i dmucha, by przypadkiem nie zaliczyli jakiejś niespodziewanej wpadki. W tym towarzystwie, na prawdziwy ringowy postrach wyrósł ostatnimi miesiącami właśnie Maidana. Argentyńczyk na szerokie wody wypłynął tocząc najpierw bardzo zacięty, twardy bój z Aleksandrem Kotelnikiem, a później odprawiając z kwitkiem Victora Ortiza. Od tej chwili respekt do tego bardzo mocno bijącego, niezwykle groźnego pięściarza jeszcze bardziej się spotęgował, a do ewentualnej potyczki z nim, żaden z czołowych junior półśrednich specjalnie się nie kwapił. Maidana z braku ciekawych opcji, swojego tymczasowego tytułu federacji WBA bronił najpierw w rodzinnej Argentynie, a później na antenie telewizji HBO z niezbyt znanym i jeszcze niesprawdzonym Victorem Manuelem Cayo. Gdy na światło dzienne wyszła wiadomość, że 'El Chino' jest w konflikcie ze swoim dotychczasowym głównym menedżerem - Mario Margossianem – Golden Boy Promotion (mająca wcześniej prawa do współpromowania trzech pojedynków Argentyńczyka), szybko zwietrzyła swoją szansę i podpisała z pięściarzem długoterminowy kontrakt. Biorąc pod uwagę, iż w szeregach tej grupy znajdują się dwaj czołowi, bardzo mocno promowani zawodnicy, walczący właśnie w limicie do 140 funtów, tj. wspomniany wcześniej Victor Ortiz, a przede wszystkim Amir Khan, ruch ten wydaje się być bardzo klarownym, jeśli chodzi o jego intencjonalność.

Po pierwsze Maidana może pełnić rolę swoistej broni zaczepnej w stosunku do konkurencji - może on potencjalnych rywali Khana, bądź Ortiza znakomicie zaabsorbować. Timothy Bradley, z którym od pewnego czasu kojarzy się Argentyńczyka, nie ma póki co zbyt wielu ciekawych możliwości na horyzoncie, tak więc ryzykowny pojedynek z mogącym liczyć na wsparcie HBO Maidaną może być całkiem sensowną opcją na najbliższą przyszłość. Niemożna także wykluczyć, iż Don King, promotor innej gwiazdy kategorii kat. junior półśredniej, Devona Alexandra, zdecyduje się zestawić swojego boksera z groźnym Argentyńczykiem. King, mówiąc kolokwialnie, nie cacka się specjalnie ze swoim podopiecznym, o czym świadczyć może chociażby wystawienie Devona naprzeciw groźnego i niewygodnego Juana Urango. Pozycja na rynku tego legendarnego promotora w ostatnich latach mocno upadła; King ma już dzisiaj o wiele mniejsze pole manewru, niż miało to miejsce przed laty

Zwerbowanie Maidany, oprócz tego że odseparuje najprawdopodobniej Ortiza i Khana od potencjalnie najgroźniejszych rywali z kategorii junior półśredniej, spełni zapewne jeszcze jedną, chyba najistotniejszą w tym całym przedsięwzięciu rolę , tj. odseparuje tę dwójkę pięściarzy od samego Marcosa Rene Maidany. Dla Ortiza, który miał już tę 'przyjemność' spotkać w ringu Argentyńczyka, promotorzy wybrali póki co łatwiejszą drogę promocji – po porażce jaką poniósł w czerwcu zeszłego roku, walczył najpierw z dwoma solidnymi journeymanami (Diaz, Alatorre ) by następnie stoczyć pojedynek z wypalonym już, nienadającym się do boksu na najwyższym poziomie, Natem Campbellem. Młody Meksykanin pojawi się ponownie w ringu już w sierpniu tego roku, a w gronie jego potencjalnych rywali, wymienia się często Viviana Harrisa – zawodnika już mocno wyeksploatowanego, aczkolwiek ciągle kuszącego swoim dobrym nazwiskiem. Podobnie sytuacja wygląda u Khana, w przypadku którego opinia publiczna dosyć mocno naciskała, by ten skrzyżował rękawice z Maidaną. Osobom odpowiedzialnym za karierę Brytyjczyka, taki obrót spraw oczywiście nie był nigdy na rękę. Słaba szczęka + bardzo mocny cios przeciwnika to równanie, którego wynik może się okazać niekoniecznie korzystny.

Zaangażowanie Maidany przez Golden Boy Promotion niesie dla tej grupy w zasadzie same korzyści. Argentyńczyk, może wykluczyć na jakiś okres z obiegu poważnego konkurenta dla młodych podopiecznych Oscara De La Hoyi – również sam Maidana może zostać wyeliminowany, co dla GBP byłoby także opłacalnym rozwiązaniem. Trudno oczywiście ze stuprocentową skutecznością przewidzieć jaki obrót przybiorą sprawy, wydaje się jednak, że największym pożytkiem wynikającym ze zwerbowania Argentyńczyka będzie to, iż zarówno Ortiz jak i Khan zyskają po prostu czas i spokój. Przed Victorem promotorzy zapewne szybko nie postawią jakiegoś większego wyzwania, a Amir w grudniu będzie mógł spokojnie zbezcześcić pozostałości Juana Manuela Marqueza bądź Juana Diaza. Oscar De La Hoya dołożył do swojej talii jokera. Jeżeli nie popełni jakiegoś większego błędu, jeżeli potrafi odpowiednio blefować, to wygrana w tym rozdaniu będzie należeć najpewniej do niego.