Patronat medialny


 


-"Wszystko, co można kupić za pieniądze, jest tanie.”

- Erich Maria Remarque

- Nie powinieneś dać sobie nikomu wmówić, że dzisiaj przegrałeś – powiedział Sugar Ray Robinson do mężczyzny z głową okrytą białym ręcznikiem. Kid Gavilan w milczeniu patrzył, jak największy pięściarz wszech czasów opuszcza jego szatnię .Wiedział, że jego czas jeszcze nadejdzie.

Dzięki takim walkom jak ta z Robinsonem Gavilan („Jastrząb”) należał do najbardziej uwielbianych pięściarzy na świecie. W dobie czarno-białej telewizji jego walki były transmitowane do amerykańskich gospodarstw domowych aż 34 razy.

Był zawodnikiem niezwykle agresywnym, ale równocześnie eleganckim. W ringu przypominał pełną gracji czarną panterę. Był wytrzymały jak skała, mimo że był smukły niczym trzcina cukrowa. Tak jak te rosnące na jego rodzinnej Kubie, gdzie jeszcze jako Gerardo Gonzalez pracował na plantacji. To właśnie tam doskonalił słynny cios bolo – połączenie ciosu sierpowego z podbródkowym rzucanego z biodra, który imitować miał ścinanie trzciny maczetą.

Kid walczył z najlepszymi i wyciągał z nich to co najlepsze . W swojej trwającej 15 lat karierze zmierzył się nie tylko z Sugar Rayem Robinsonem (1. welterweight według magazynu „The Ring”), ale również z Carmenem Basilio (6.), Billy Grahamem (18.), Ike’em Williamsem (5. w wadze lekkiej) czy idolem Mike’a Tysona - Beau Jackiem (10. w wadze lekkiej) oraz szeregiem innych wysoko notowanych pięściarzy. Nie unikał nikogo. Łącznie wygrał 108 walk, zremisował 5 oraz zanotował 30 porażek. Jako jeden z nielicznych wielkich pięściarzy nigdy nie przegrał przed czasem.

W 1951 r. zdobył tytuł w półśredniej pokonując Johnny’ego Brattona. Jego pojedynek z niepokonanym Gilem Turnerem w 1952 r. przyniósł 269 tys. 667 dol. ze sprzedaży biletów. Mecz ten obejrzało na żywo 39 tys. i był w owym czasie najbardziej dochodowym pojedynkiem w historii wagi półśredniej. Jako mistrz stoczył 20 walk, z których 7 było obroną tytułu.

Występ Kubańczyka na ringu gwarantował dobrą walkę, pełne trybuny oraz pewny zysk dla promotorów. Jednak Gavilan – tak jak wielu innych pięściarzy - przekonał się, że w boksie nie zawsze decydują pięści. „Jastrząb” stracił tytuł w 1954 r. na rzecz Johnny’ego Sextona, mimo że 20 z 22 reporterów obserwujących 15-rundową walkę widziało w nim zwycięzcę. Prawdopodobnie byłby nim, gdyby opiekunem Saxtona (zawodnika niewątpliwie utalentowanego) nie był powiązany ze światem przestępczym Blinky Palermo.

– Nie chcę niczego na co nie zasłużyłem, ale myślę, że wygrałem co najmniej 9 rund – powiedział zawiedziony werdyktem Gavilan. Po tej walce nigdy już nie był tym samym wspaniałym pięściarzem, mimo to walczył dalej ku uciesze kibiców.

Dalsza historia Kida nie kończy się happy endem. Po zakończeniu kariery wrócił na rodzimą wyspę i zakupił farmę, na której planował wieść spokojne życie. Jeszcze jako pięściarz Gavilan wspierał finansowo partyzantkę Fidela Castro w walce z dyktaturą Batisty. Gdy Castro doszedł w końcu do władzy, „El Comendante” odwdzięczył się byłemu mistrzowi budując przez środek jego farmy autostradę. Gavilan ponownie trafił do USA - na Florydę. Zarobione przez 15 lat pieniądze szybko rozpłynęły się . „Jastrząb” imał się różnych zajęć m.in. sprzedawał na ulicy hot-dogi oraz pracował jako trener. Ostatnie lata spędził w ośrodku dla starszych osób, opuszczony przez rodzinę i zapomniany. Zmarł w 2003 r. w wieku 77 lat. Dziś obchodziłby 85. urodziny.

Tymczasem Manny Pacquiao i Floyd Mayweather Jr. mają do zarobienia wspólnie 100 mln dol. oraz zdobycie tytułu najlepszego pięściarza na świecie bez podziału na kategorie wagowe. A być może nawet, tytułu najlepszego zawodnika kilku ostatnich pokoleń. To czy do tego spotkania dojdzie jest jednak niewiadomą.

Czy jest to kwestia strachu przed porażką? Kid Gavilan stoczył 143 walki z czego przegrał aż 30. Mimo tego został w 2002 r. sklasyfikowany przez „The Ring” na 26. miejscu wśród najlepszych pięściarzy wszech czasów ostatnich 80 lat. - przed Royem Jonesem Jr. (44.), Bernardem Hopkinsem (50.), Thomasem Hearnsem (67.) czy Oscarem De La Hoyą (75.) Ten sam magazyn uznał Gavilana w 2008 r. za jednego z trzech najlepszych bokserów wagi półśredniej w historii – tylko za nieosiągalnym Sugar Rayem Robinsonem i niesamowitym Henrym Armstrongiem.

Czy jest to kwestia podziału pieniędzy? „Jastrząb” z Kuby przez całą karierę był maszyną do zarabiania pieniędzy dla promotorów, jednak sam skończył żywot w biedzie, a jego ciało zostało pochowane w nieoznaczonym grobie.

Za ostatni pojedynek z Shane’em Mosleyem Mayweather zainkasował 40 mil dol. (gaża + wpływy z pay-per-view). Za walkę z Antonio Margarito Pacquiao zarobił 22,5 mil dol. Podobne pieniądze otrzymał za pokonanie wcześniej Josha Clotteya.

Bardzo możliwe, że zarówno 34-letni Mayweather oraz o 2 lata młodszy „Pacman” kontynuować będą rozbijanie banku do maksimum, po czym w końcu zmierzą się ze sobą. Bardzo możliwe też, że tak jak w długo oczekiwanej walce Hagler-Leonard z 1987 r. zobaczymy dwóch znakomitych pięściarzy, którzy zmierzyli się ze sobą zbyt późno, aby stworzyć niezapomniane widowisko dorównujące oczekiwanom.

W 2005 r. za sprawą The Ring 8 Veterans Association kosztem 10 tys. dol. ciało Gerardo Gonzaleza zostało ekshumowane i przeniesione do lepszej części cmentarza w Miami. Do owej fundacji należą m.in. Roberto Duran, Emile Griffith, Ray Mancini, Angelo Dundee oraz Mike Tyson, który sam zapłacił za nagrobek Gavilana. Były mistrz wagi ciężkiej bez wahania wypełnił czek na 5 tys. dol. aby uhonorować dawnego czempiona godnym monumentem, mimo że sam od lat boryka się z problemami finansowymi.

- Nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że to był jeden z najlepszych pięściarzy wszech czasów – powiedział Ray „Boom Boom” Mancini, były mistrz świata wagi lekkiej. – Kid i podobni jemu pięściarze z tamtej ery nie zarobili wielkich pieniędzy, ale utorowali drogę do ich zarobienia dla takich jak ja – dodał Mancini.

To że Floyd Mayweather i Manny Pacquiao są pięściarzami wybitnymi nie ulega wątpliwości. Czy należą jednak do najwybitniejszych w historii? Czas pokaże, czy będą chcieli się o tym przekonać.

 

Artur Gorczyca