Patronat medialny


 


- Idę zrobić nocną przebieżkę. Czekam na kontrakt od Hearna, wszystkie warunki uzgodnione - powiedział już kilka dni temu Eric Molina (25-3, 19 KO), który przez ostatnie dwa tygodnie przeżywał prawdziwą huśtawkę nastrojów. Pięściarz, który był w Krakowie minuty od przegranej, ostatnim ciosem w Polsce, pokonaniem Tomka Adamka bardzo przybliżył sobie prawo do walki o tytuł mistrza świata International Boxing Federation z Anthony Joshuą (17-0, 17 KO). We wtorek walka stała się faktem.

Przemek Garczarczyk: Z naszych rozmów wynikało, że przynajmniej kilkakrotnie w ciagu ostatnich tygodni zmieniałeś zdanie czy pojedziesz do Manchesteru.
Eric Molina: Był chaos. Jednego dnia było na tak, innego na nie. Na szczęście trenowałem przez ostatni miesiąc, miałem zajeta głowę. Chciałem z przyjaciółmi zrobić małą galę w grudniu, u mnie w  Teksasie. Nic wielkiego, chciałem mieć po prostu okazję wyjścia na ring, poboksowania. Nie byłem na ringu od walki z Tomkiem Adamkiem, bo kiedy miałem pierwszy raz bić się z Joshuą, latem tego roku, przyplątała się kontuzja ręki. Teraz jestem gotowy i zdrowy na 100 procent.

Nie widziałem Ciebie lepiej przygotowanego fizycznie niż w kwietniowej walce z Tomkiem.
Bo chyba nigdy lepiej nie byłem przygotowany. Chcę mieć taką samą wagę w Manchesterze, około 106 kilogramów. W Krakowie wiedziałem, że będę miał przeciwko sobie bardzo szybkiego rywala, była kwestia refleksu, szybkiego reagowania na to, co się dzieje w ringu. Teraz rywal inny, ale założenia te same. Kiedy walczyłem z Wilderem, miałem dokładnie 35 dni na przygotowania. Teraz miałbym jeszcze mniej. Dzięki Bogu, że i tak miałem bokserskie plany na grudzień, choć "złożenie" obozu na walkę o mistrzostwo świata to coś zupełnie innego niż gala w Weslaco, Teksas. 

Czytasz opinie typu "walka Joshuy z Moliną jest bez sensu. Szybki nokaut!".
Nie mają dla mnie znaczenia. Po odwołaniu walki Joshuy z Kliczką, nikt nie byłby dla przeciętnego kibica dobrym rywalem. Wystarczy jednak popatrzeć na ranking IBF, na fakt, że ja nigdy nie pękam, by się przekonać, że na walkę z Joshuą po prostu zasłużyłem. Z Anthonym wielu przegrywało zanim  jeszcze wyszli na ring. Albo nie wytrzymywali psychicznie presji związanej z walką z kimś, kto tak mocno bije, wygrywa wszystko przez KO albo... przerastała ich okazja. Nie mam takich problemów. Biłem się z Deontayem Wilderem w jego rodzinnej Alabamie, wygrałem w Polsce przez nokaut z Tomkiem Adamkiem. Na mnie takie rzeczy nie działają. Liczy się rodzina, sprawdzeni przyjaciele. Psychika to moja mocna strona. To już udowodniłem, zrobię to po raz kolejny w Manchesterze. 

Zdecydowałeś się pojechać na walkę do Polski nie tylko dla pieniędzy. Stawką walki z Tomkiem był pas IBF Intercontinental, który na pewno pomógł w otrzymaniu szansy walki z o tytuł z Joshuą. Poszedłeś na całość, ryzyko się opłaciło.
Dziękuje Tomkowi za szansę. Leciałem do Polski ją wykorzystać... i wykorzystałem. Nie zapomnę wspaniałego przyjęcia, kibiców, szacunku. To są dla mnie ważne rzeczy. Może zyskałem sobie paru kibiców.