onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Bryant Jennings (19-0, 10 KO) był usatysfakcjonowany swoim punktowym zwycięstwem nad Mikem Perezem (20-1-1, 12 KO), które dało mu status oficjalnego pretendenta do pasa WBC wagi ciężkiej. - Najważniejsze,  że wygrałem, mniej istotne w jakim stylu - stwierdził filadelfijczyk. - Ta walka to dobry materiał do analizy dla mojego teamu, mam nauczkę na przyszłość, by lepiej słuchać narożnika.

- Perez zaskoczył mnie tym, że nie zaatakował ostro, sądziłem że ruszy na mnie mocniej. Nie mogłem się trochę odnaleźć na początku walki, ale czułem, że z biegiem czasu on słabnie, zaczęła się liczyć kondycja, a tę ja miałem lepszą. Myślę, że Mike trochę mnie zlekceważył - dodał Jennings.

W zupełnie innym tonie po zejściu z ringu wypowiadał się Perez, który stwierdził, że przegrał głównie przez sędziego ringowego, niekorzystnie dla niego prowadzącego walkę oraz nieobiektywnych punktowych. - To że jestem z Kuby miało wpływ na werdykt, Amerykanie chcą mieć swojego mistrza w wadze ciężkiej - oświadczył Perez, a zapytany o kontrowersyjne odebranie mu punktu w dwunastej rundzie odparł: - Przecież sędzia mnie nawet wcześniej nie ostrzegał, nie powiedział "stop", Jennings poleciał na liny i ja go uderzyłem. Jennings całą walkę schodził nisko głową i arbiter to ignorował. Za to mi zwrócił uwagę, że po tych akcjach ściągałem go w dół, a co miałem robić?