Patronat medialny


 

- Władymir Kliczko powinien codziennie całować moje stopy. Gdyby nie ja, ta walka - poza Niemcami - przeszłaby bez większego echa - powiedział przed najważniejszym i zarazem najbardziej dochodowym pojedynkiem w swojej dotychczasowej karierze, obecny mistrz świata federacji WBA w kat. ciężkiej, David Haye (25-1, 23 KO).

"Hayemaker", który dzisiejszego wieczoru na ringu w Hamburgu, spróbuje pokonać uznawanego za najlepszego pięściarza "królewskiej" dywizji, niezwyciężonego od kilku lat Ukraińca, całą zasługę za tak doskonałe wypromowanie tego pojedynku, przypisuje wyłącznie sobie.

- Boks to nie jest zabawa na plaży. To bardzo trudny sport i jeszcze trudniejszy biznes. Przedsięwzięcie, które bez odpowiedniej dawki emocji, nie może dobrze funkcjonować. Kto miał wzbudzić zainteresowanie tym pojedynkiem? Robot Kliczko? Oczywiście, że nie. Tego dokonać mogłem tylko ja. To ja sprawiłem, że widownia poczuła zapach walki i to ja zbudowałem całą dramaturgię. Prowokowałem? Tak, tylko co z tego. Nigdy nie widziałem swojego rywala tak agresywnego. Sądzę, że w sobotę obejdzie się bez ciągłego klinczowania i asekuracyjnego używania lewego prostego. Myślę, że od początku będzie dążył do konfrontacji, a ja tylko na to czekam - stwierdził posiadacz mistrzowskiego pasa federacji WBA w wadze ciężkiej.