Patronat medialny


 


Dopiero w przyszłym roku na ring może wrócić Ewa Piątkowska (7-1, 4 KO), która jeszcze kilka dni temu była bardzo poważnie przymierzana do walki o mistrzostwo Europy wagi półśredniej z Ornellą Domini. Pojedynek miał się odbyć pod koniec listopada, ale Szwajcarka otrzymała propozycję walki o mistrzostwo świata i zmieniła plany.

- Ostateczna decyzja nie została podjęta. Cały czas coś robimy, załatwiamy. Trzeba podejść do sprawy na spokojnie. Na razie jest bałagan. Mój wspólnik ogłosił wstępnie walkę w limicie 61, podczas gdy Domini od dwóch lat dzierży pas federacji półśredniej. Natychmiast po ogłoszeniu pojedynku odezwał się obóz Brodnickiej. Wysłali pismo do federacji i sami zgłosili chęć starcia o pas - tłumaczy promujący Piątkowską Andrzej Wasilewski z grupy Sferis KnockOut Promotions.

- Wspólnie z Andrzejem Wasilewskim i trenerem Gmitrukiem podjęliśmy decyzję, że jeśli nic nie wyjdzie z walki Piątkowska - Domini, to Ewa powalczy wówczas dopiero na początku przyszłego roku. Nie rezygnujemy z Ewy. Inwestujemy w jej rozwój, nie chcąc zostawić na lodzie. Andrzej Gmitruk nadal będzie ją trenował - powiedział Tomasz Babiloński, jeden ze współpromotorów "Tygrysicy".

We wrześniu Piątkowska po bardzo dyskusyjnym werdykcie przegrała zdaniem sędziów z Ewą Brodnicką, jednak werdykt tego pojedynku oraz jego przebieg cały czas budzą kontrowersje.

- Ta walka pokazała dwie rzeczy. To jak słabi są polscy sędziowie i oficjele. Naszła mnie nawet refleksja, czy korzystać w przyszłości z polskiej federacji. 10 lat temu sam ją współtworzyłem i twierdzę, że wówczas pracowała lepiej. Chodzi mi zwłaszcza o poziom sędziowski. Kiedyś werdykty były zbyt przyjazne dla gospodarzy, teraz mamy modę na faworyzowanie przyjezdnych. Pokazała to pierwsza walka Rekowskiego z McCallem, jego niedawne starcie z Aguilerą, czy np. pojedynek Miszkinia z Suszczycem. Nigdzie na świecie zagraniczni rywale po takich pojedynkach nie mogliby liczyć na korzystne rozstrzygnięcia - mówi Andrzej Wasilewski.

- Werdykt walki Piątkowskiej z Brodnicką to nawarstwienie niekompetencji. Zarówno supervisora - który nigdy w życiu nie widział na oczy kobiecego suspensora i nie zadał sobie nawet trudu, żeby zobaczyć go w internecie - jak i sędziego ringowego. Ten ostatni totalnie się skompromitował. Nie tylko nie znał się na suspensorach, ale także zdyskredytował obnosząc zażyłością z konkurencyjnym dla nas portalem i rywalką. Nie widziałem nigdy, żeby zawodnik z sędzią umawiali się kilka minut przed walka na bankiet "jak zawsze" i "jak ostatnio" - podsumowuje współpromotor Piątkowskiej.

Pełna treść artykułu na Sporteuro.pl >>