onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Grzegorz Proksa (29-3, 21 KO) to najbardziej utytułowany pięściarz wagi średniej w ponad 20-letniej historii polskiego boksu zawodowego. 8 listopada w Krakowie dwukrotny mistrz Europy (2011-2012, 2012) ma skrzyżować rękawice z rywalem, którego ambicje sięgają równie wysoko. Maciej Sulęcki (18-0, 3 KO) w ciągu czterech lat zawodowej kariery nie zaznał smaku porażki, ale dopiero konfrontacja z "Nice Super G" zweryfikuje, ile warte są jego umiejętności.

- Początkowo nie chciałem się na to zgodzić, ale przystałem na 74 kilogramy. Czego nie robi się dla kibiców? - uzasadnia 30-letni Proksa. Młodszy o pięć lat Sulęcki w ostatnich miesiącach przybrał na masie. Nawet po treningu waży niespełna 80 kg i mówił, że nie zejdzie poniżej 75. Skoro jednak na swoim facebookowym profilu zdążył już poinformować kibiców o walce, to można oceniać, że kompromis został osiągnięty. Jeśli chodzi o dystans, sporu nie było. Walka ma potrwać maksymalnie 10 rund.

Przeciwnicy kontraktów jeszcze nie podpisali, lecz według Proksy jest to formalność. - Zgodziłem się ze wszystkimi założeniami organizatorów. Czekam na przygotowanie dokumentu, który będę mógł podpisać. Nie sądzę, aby cokolwiek się zmieniło - ocenia Proksa, który w poniedziałek ma rozpocząć obóz treningowy w Wiśle. Tego samego dnia do Warszawy wróci jego rywal, obecnie odbywający sparingi w Oslo. W ramach przygotowań, 19 września Sulęcki ma jeszcze wystąpić na gali w Radomiu.

- Dla Sulęckiego będzie to zderzenie ze ścianą, takie jak moje w walce z Kazachem. Kiedy zaczną się wymiany, Maciek dowie się, czym jest prawdziwy boks - zapowiada były mistrz Europy. Sulęckiego takie oceny nie denerwują. – Zatańczmy! Głównym prowadzącym w tym tańcu będę jednak ja – zapewnia warszawianin.

Pełna wersja artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

http://www.youtube.com/watch?v=nu-Cg0-zjcs