onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Szef Łotewskiej Federacji Bokserskiej Andrejs Ahmedovs zdradził w rozmowie z portalem sportacentrs.com, że ostatecznie ani organizacja WBC ani WBO nie sankcjonowały sobotniej walki pomiędzy  Krzysztofem Głowackim (33-1, 19 KO) i Mairisem Briedisem (25-1, 18 KO). 

Pierwotnie stawką półfinałowej potyczki turnieju World Boxing Super Series wagi junior ciężkiej miały być mistrzowskie pasy WBC i WBO, jednak najpierw swoje trofeum z pojedynku wycofała niezadowolona z obsady sędziowskiej World Boxing Council, a tuż przed samą walką z nadzorowania starcia wycofać się miała także World Boxing Organization, pozostawiając wszystko w rękach miejscowej federacji. 

- Przed walką było wiele pytań i wątpliwości. Każda z organizacji ma swoje przepisy i niedługo przed rozpoczęciem pojedynku organizatorzy postanowili, że pięściarze zaboksują tylko o miejsce w finale WBSS, a wszystko omówią później - powiedział serwisowi sportacentrs.com Ahmedovs, dodając, że liczy, iż zarówno pas WBO jak i WBC będą stawką walki finałowej WBSS pomiędzy Briedisem i Yunielem Dorticosem.

Sytuacja wokół sobotniego boju  jest zatem bardzo niejasna, nie tylko dlatego, że toczył się on i zakończył w kontrowersyjnych okolicznościach. Co prawda WBO w mediach społecznościowych pogratulowała zwycięskiemu Briedisowi zdobytego mistrzostwa, ale jeśli faktycznie WBO pojedynku ostatecznie nie sankcjonowała, to formalnie Polak wychodzący do ringu jako czempion WBO nie mógł stracić pasa nawet mimo porażki. Być może WBO usankcjonuje walkę "z datą wsteczną", jednak byłoby to rozwiązanie bardzo kontrowersyjne.