onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 



Federacja WBO, publikując decyzję w sprawie protestu dotyczącego walki Krzysztofa Głowackiego (31-2, 19 KO) z Mairisem Briedisem (26-1, 19 KO), zdradziła w jaki sposób przedstawiciele obu pięściarzy przedstawiali swoje argumenty po gali w Rydze. Strona polska wskazywała na umyślne faule Łotysza oraz liczne złamania regulaminu przez sędziego ringowego Roberta Byrda. 

Briedisa reprezentował jego menadżer Raimond Zeps. Jego zdaniem w zachowaniu łotewskiego pięściarza nie było niczego skandalicznego. Zeps twierdzi, że Głowacki w trakcie walki kilkukrotnie celowo uderzył Briedisa w tył głowy, a efekt, który w drugiej rundzie wywołał cios w tył głowy Polaka oraz brutalna odpowiedź łokciem Briedisa był u obu pięściarzy podobny. Jednocześnie według Zepsa, Głowacki był całkowicie gotowy do wznowienia walki już kilkadziesiąt sekund po zainkasowaniu uderzenia łokciem i sędzia nie popełnił błędu, nie dając mu regulaminowego czasu na odpoczynek.

Zeps przekonywał również, że Briedis nie powinien być zdyskwalifikowany za to, że jego trener znalazł się w ringu przed oficjalnym zakończeniem drugiej rundy, ponieważ jego intencje były dobre, a szkoleniowiec znalazł się między linami, ponieważ chciał zasygnalizować sędziemu, że pięściarze powinni zejść do narożników. Menadżer Łotysza oświadczył także, że Briedis jest otwarty na rewanżową walkę z Głowackim po zakończeniu turnieju World Boxing Super Series.

Władze World Boxing Organization zobligowały organizatorów turnieju WBSS do odpowiedzi na ich stanowisko w ciągu 48 godzin. Jeśli WBSS nie zaakceptuje rozwiązania, w którym triumfator turnieju w wadze junior ciężkiej w ciągu 120 dni od finałowego pojedynku będzie musiał zmierzyć się z Głowackim, wówczas WBO zapowiedziało podjęcie kolejnych kroków.