Patronat medialny


 

Dla Macieja Sulęckiego (15-0, 3 KO) walka z Łukaszem Wawrzyczkiem (18-1-2, 2 KO) w Ełku o mistrzostwo Polski w wadze średniej to ważny egzamin. Jeśli chce potwierdzić, że faktycznie jest jednym z najciekawszych polskich pięściarzy młodego pokolenia, musi wygrać, najlepiej zdecydowanie.

Na Sulęckiego bardzo liczy Andrzej Gmitruk. Po rozstaniu z Mateuszem Masternakiem, a wcześniej z Tomaszem Adamkiem i Mariuszem Wachem, to jego ostatnia karta przetargowa. Sulęcki ma talent, który pozwala mierzyć wysoko, ale w tym fachu jeden cios, czy chwila nieuwagi może zmienić wszystko.

Zdecydowanie za wcześnie jeszcze, by Maćka porównywać do największych gwiazd naszego zawodowego boksu, bo jest dopiero na początku drogi, która kiedyś, być może, zaprowadzi go na szczyt. W Ełku musi po prostu pokonać kolejną przeszkodę, ale Wawrzyczek, jak go znam, tanio skóry nie sprzeda.

Obaj są przekonani o swojej wyższości, obaj nie wyobrażają sobie porażki mając świadomość jak bardzo mogłaby zaważyć na ich dalszej karierze, szczególnie niepokonanego Sulęckiego. On już patrzy wyżej, wierzy, że stać go na zwycięstwa z najlepszymi. Ostatnio niezbyt pochlebnie wyraził się o Grzegorzu Proksie, choć na razie daleko mu do jego sportowych dokonań. I niczego nie zmienia ubiegłoroczna przegrana Proksy z Giennadijem Gołowkinem, bo Kazach jest w stanie w podobny sposób jak z Proksą wygrać z każdym.

Cały tekst Janusza Pindery na polsatsport.pl >>