Patronat medialny


 


 

- Twarda głowa to atut czy przekleństwo? Nieraz się nad tym zastanawiałem i nie doszedłem do żadnego wniosku. Wmawiam sobie, że taki już jestem i że wszystko będzie OK - mówi Mariusz Wach przed pojedynkiem z Dillianem Whyte'em.

Wziąć walkę tak bez przygotowania, wiedząc, że Dillian Whyte to nie byle jaki zawodnik…
Mariusz Wach: Wziąłem ją, bo są dobre pieniądze, jest wielkie wydarzenie i dobry przeciwnik. Właśnie - dobry. Nie wiem na pewno, ale gdyby nie to, tobym jej nie wziął. A że nie byłem zapuszczony, trenowałem trochę, więc skontaktowałem się z chłopcami, którzy uczestniczyli w amatorskich mistrzostwach Polski z Opolu i oni przyjeżdżali do mnie, pod Kraków, na sparingi. Mateusz Masternak na przykład. Jakbym wyczuł jakiś cień ryzyka, tobym tu nie przyjechał. Mój trener też by nie przyjechał, aby nie brać ryzyka na siebie. Bo tu nie ma przelewek. A ja mam czutkę, że Whyte przegra.

Znaczy, czutkę, że Wach wygra…
Że Whyte przegra. Presja na nim ciąży. Chce walczyć o tytuł z Wilderem, a tutaj przeszkoda. Widziałem to w jego oczach, gdy byliśmy twarzą w twarz.

Na swoją walkę ma pan jakąś koncepcję?
Tak. Wyjść, jeb… i wyjść. A kiedy to będzie publikowane? W piątek? No, to chcąc wygrać, muszę skrócić dystans i spowodować, aby Whyte się cofał, bo tego nie lubi. Uważać na sierpy i podbródkowe. A resztę zobaczymy.

Pełna treść artykułu w "Gazecie Wyborczej" >>