Patronat medialny


 

Sponsor grupy KnockOut

Artur Łukaszewski: Jak przebiegały przygotowania do walki z Sandro Siproszwilim?
Mateusz Masternak: Bardzo dobrze. Głównie trenowałem w Dzierżoniowie z Piotrkiem Wilczewskim. Mieliśmy jednego, bardzo dobrego sparingpartnera z kategorii półciężkiej Nadjiba Mohammediego. Sparowałem te Nikodemem Jeżewskim, Pawłem Stępniem i paroma innymi, ciekawymi zawodnikami. Uważam, że ten okres sparingowy był fajny a jak okres sparingowy jest dobry to znaczy, że dobre były przygotowania.

Twojego trenera, Piotra Wilczewskiego nie ma. Jest w USA, pracuje z Kamilem Łaszczykiem i Patrykiem Szymańskim. Rozstając się z Andrzejem Gmitrukiem narzekałeś m.in. na to, że momentami zostawiał cię samego. Jak w takim razie trenujesz teraz, bez Piotrka?
Piotrek w Danii oczywiście będzie. Przylatuje w czwartek, więc jeszcze ostatni trening będę miał z nim. Przyznaję, że to trochę niewygodna sytuacja i nie ukrywam, że mi go tutaj brakuje. Pierwotnie mój pojedynek był zaplanowany na 18 stycznia więc Piotrek postanowił, że 20 wyjedzie do Stanów, chwilę po mojej walce. Pojedynek mi przenieśli ale Piotrek nie chciał już zmieniać planów i wyjechał. Dwa ostatnie sparingi miałem już bez niego i w sumie cały ten ostatni tydzień pracowałem sam. Nie przeszkadza mi to o tyle, że w sumie ten ostatni tydzień to zawsze spędzałem sam, tutaj we Wrocławiu, więc nie było z tym jakiegoś problemu. To co udało nam się zrobić do momentu kiedy Piotrek był powinno wystarczyć. Ta walka nie jest o mistrzostwo świata. Nie powinno być problemu, jednak następnym razem będziemy chcieli takich rzeczy unikać. 

Co wiesz o Siproszwilim?

Wiem dosyć sporo. Boksował z Tomkiem Hutkowskim, Dawidem Kosteckim, z wieloma dobrymi pięściarzami w Europie i nie tylko. To bardzo solidny zawodnik, który wywiera presję i zazwyczaj pokazuje wielkie serce do walki. Wydaje mi się, że tym razem też tak będzie. Nie jest to zawodnik wybitny i nie walczymy z nim o jakieś wysokie cele. Ten pojedynek jest po to żeby pokazać kibicom, że Masternak nigdzie nie odszedł, ciągle jest, ciągle trenuje i ciągle chce realizować nowe cele. 

Jak bardzo osłabiła Cię porażka z Grigorijem Drozdem?
Ta porażka mnie bardzo zabolała. Nie mogłem spać, nie mogłem jeść, nie mogłem myśleć o boksie. Nie mogłem spojrzeć swojej żonie, swojemu synowi w oczy. Czułem, że bardzo ich zawiodłem. Zawiodłem też samego siebie, zawiodłem polskich kibiców. Bardzo mocno to przeżyłem, bardzo źle się z tym czułem. Bezpośrednio po walce jakoś to do mnie nie doszło, myślałem, że jakoś to będzie. Później spotykałem kibiców, który mówili że płakali bo wydawało im się, że ja zawsze będę zwyciężał. Poczułem, że mam mnóstwo fanów, którzy dobrze mi życzą. Teraz chcę im pokazać w ringu dziesięć razy więcej by nie powtarzać tego samego, ringowego schematu…

Pełna rozmowa z Matueszem Masternakiem na polsatsport.pl >>