onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 


32-letni mańkut z Demokratycznej Republiki Konga od 31 stycznia cieszy się pasem mistrza świata WBC wagi cruiser (90,7 kg). Jego triumf nad Michałem Cieślakiem w starciu o wakujące trofeum był w kraju wielkim świętem.

Zaskoczyła pana bardzo dobra, agresywna postawa Michała Cieślaka w pierwszej połowie 12-rundowej walki w Kinszasie?
Ilunga Makabu: Byłem przygotowany na Cieślaka i nie miałem żadnego problemu, gdy z nim walczyłem. Kluczem do sukcesu były owoce wspólnej pracy – mojej i mojego zespołu. Nie mogę zdradzić wielu szczegółów, ale jeśli oglądaliście walkę, to sami wiecie, dlaczego zdołałem pokonać Cieślaka.

Po walce z Cieślakiem promotor Andrzej Wasilewski pisał na Twitterze, że dobrą opcją byłoby doprowadzenie do rewanżu w Polsce. Gdyby faktycznie mogły się znaleźć na to pieniądze, byłby pan zainteresowany?
To chyba jakiś żart. Ani ja, ani nikt z mojego teamu nie słyszał po walce o takim pomyśle ze strony polskich promotorów. Przed pojedynkiem nikt czegoś takiego też nie proponował. Nie sądzę zresztą, aby w Polsce mogli spełnić moje oczekiwania dotyczące gaży. Dlatego obawiam się, że nie mogę stoczyć z Cieślakiem rewanżu w waszym kraju.

Sportowo była to jednak bardzo dobra i zacięta walka, musi pan przyznać.
Jeśli Cieślak chce drugiej walki, powinien pokonać posiadacza pasa WBC Silver (ostatnio ten pas należał do Thabiso Mchunu – przyp. red.) albo stanąć do walki eliminacyjnej z którymkolwiek innym zawodnikiem z czołowej czwórki rankingu WBC.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>