Patronat medialny


 


Wiedziałem, że jeśli tego rywala nie znokautuję, to przegram - powiedział w wywiadzie dla "Gazety Wrocławskiej" Piotr Wilczewski (29-2, 10 KO), który w minioną sobotę po bardzo wyrównanej walce przegrał ostatecznie niejednogłośnie na punkty z mistrzem olimpijskim z Pekinu, Jamesem DeGale (11-1, 8 KO) i stracił swój pas mistrza Europy w wadze super średniej. - W zasadzie szykowałem się do tej walki od maja i to na pewno nie pomagało. Mój dietetyk powiedział, że kryzys pojawia się już w dwunastym tygodniu. A jestem jeszcze taki, że gdy trener mówi o pięciu rundach, to ja przeboksuję dziesięć - dodał pochodzący z Dzierżoniowa pięściarz.

Zdaniem trenera popularnego "Wilka", Andrzeja Gmitruka, wpływ na ostateczny werdykt miały przede wszystkim końcówki poszczególnych rund, w których to swoją przewagę umiejętnie zaznaczał boksujący przed własną publicznością Brytyjczyk.

- Gratuluję Piotrkowi postawy, trzy razy podłączył DeGale'a do prądu i z pewnością nabierze on pokory do boksu. Ludzie z angielskiej telewizji mówili mi, że są zachwyceni Wilczewskim, a ja wiem, że niebawem znów dostanie dobrą walkę. Rywal był sprytny, bo odpuszczał początki rund, by akcentować końcówki, co ma znaczenie na sędziowskich kartach - stwierdził Gmitruk.