onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

Echa sobotniego skandalu w walce Krzysztofa Głowackiego (33-1, 19 KO) z Mairisem Briedisem (25-1, 18 KO) nadal wybrzmiewają w bokserskich mediach na całym świecie. Osobny artykuł w internetowym wydaniu magazynu "The Ring" poświęcił sobotniemu pojedynkowi Anson Wainwright. 

Dziennikarz "Biblii Boksu" skrytykował postawę sędziego ringowego Roberta Byrda, który najpierw zachował się źle po uderzeniu łokciem, którym Briedis powalił na matę Głowackiego, a później przedłużył rundę o blisko w 10 sekund, podczas których Polak zaliczył nokdaun. 

"To był jeden z najgorszych wieczorów w karierze Roberta Byrda. Prawdopodobnie najgorszy." - ocenił ekspert "The Ring".

Wainwright w swoim tekście przytoczył też wypowiedzi rozczarowanego obrotem spraw Głowackiego i promotora polskiego pięściarza Andrzeja Wasilewskiego, który zgodnie z wcześniejszą deklaracją zabiega aktualnie oficjalną drogą o unieważnieniu wyniku feralnego boju. 

"Turniej WBSS w kategorii junior ciężkiej nie będzie miał właściwej legitymizacji, jeśli wynik tej walki się utrzyma. Na turnieju pozostaje poważna skaza z powodu tego skandalicznego pojedynku." - dodał później w osobnym komentarzy dziennikarz "Biblii Boksu".

Add a comment

 

Minęło kilkadziesiąt godzin, ale walka Mairisa Briedisa z Krzysztofem Głowackim dalej jest szeroko komentowana. A właściwie nie sam pojedynek, a wszystko, co działo się w ringu, bo w tym wypadku to różne sprawy.

Co do tego, że Briedis, który po walce paradował w koszulce z logo łotewskiej policji, celowo walnął Polaka w bandycki sposób łokciem nie ma wątpliwości. Sam zresztą to potwierdził. Co mógł zrobić sędzia? Zgodnie z regulaminami musi rozróżnić, czy faul był celowy czy nastąpił w ferworze walki. Byrd początkowo uważał chyba, że Głowacki udaje, bo poganiał go, aby wstał. Później jednak zmienił zdanie i ukarał Łotysza odjęciem punktu.

- Jeśli kontuzja następuje po ciosie umyślnym i zawodnik nie może kontynuować, walka jest przerywana i ten, który faulował, przegrywa - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" jeden z sędziów i dodał: - W zasadach federacji IBF, WBA i, co ważne, WBO, jest zapis, który mówi, że pięściarz, który doznał kontuzji po faulu zamierzonym, nie może przegrać walki, jeśli efekt kontuzji spowoduje jej przerwanie. Patrzy się na karty punktowe i jeśli wygrywa - wygrał, jeśli przegrywa - jest remis. Zasada dotyczy jednak pojedynków, które trwają ponad cztery rundy. Jeśli są krótsze, ogłasza się brak werdyktu. Problem w tym, że faul na Głowackim nie pozostawił efektów na twarzy, więc pytanie, jak je ocenić. Inna sprawa, że sędzia w Rydze kontuzją Głowackiego raczej by się nie przejmował.

- Głowacki przegrał, bo... jest wielkim sportowcem i chciał walczyć. To smutna historia. Jako były zawodnik rozumiem go doskonale - mówi supervisor sobotniej walki z ramienia federacji WBO Istvan Kovacs.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

 

Add a comment

 

Nawet półtora miliona dolarów mógł stracić Krzysztof Głowacki (31-2, 19 KO) po błędach sędziego Roberta Byrda w czasie walki wieczoru sobotniej gali w Rydze. Liczne pomyłki i łamanie regulaminu przez amerykańskiego arbitra kosztowały Polaka porażkę z Mairisem Briedisem.

Głowacki po przegranej odpadł z turnieju World Boxing Super Series. Przed sobotnim pojedynkiem nieoficjalnie mówiło się, że Polak za awans do finału WBSS ma otrzymać premię w wysokości 600 tysięcy dolarów.

Występ w finalne mógł oznaczać gażę oscylującą w granicach miliona dolarów. Polak z turniejem się pożegnał, chociaż promujący pięściarza z Wałcza Andrzej Wasilewski oficjalnie oprotestował rozstrzygnięcie walki.

To jednak nie wszystko. Jak informuje tvpsport.pl, Knockout Promotions zamierza złożyć pozew cywilny przeciwko Łotewskiej Federacji Bokserskiej, która sankcjonowała tamtą galę. W związku z tą sprawą Wasilewski zamierza nawiązać kontakt z jedną z najlepszych kancelarii na Łotwie.

 

Add a comment

Artur Szpilka w ostrych słowach skomentował w rozmowie z TVP Sport sobotnie wydarzenia na ringu w Rydze, gdzie Krzysztof Głowacki (33-2, 19 KO) w skandalicznych okolicznościach przegrał z Mairisem Briedisem (25-1, 18 KO).

- Sędzia ringowy to "kasztan" - powiedział o Robercie Byrdzie "Szpila", odnosząc się do zachowania Amerykanina po faulu, jakiego w drugiej rundzie dopuścił się na Głowackim Briedis. - Nie można namawiać zawodnika, by błyskawicznie wstawał z desek, jak ten oberwał łokciem w szczękę! Powinien otrzymać co najmniej pięć minut na dojście do siebie. Przecież taki atak sieje spustoszenie.

- On jest chory na głowę!? Mam nadzieję, że protesty przyniosą odpowiedni skutek. Tak nie może być! Gdybym ja taki numer wywinął w Anglii, to od razu zostałbym zdyskwalifikowany. Bez dyskusji - stwierdził Szpilka, który 20 lipca w Londynie zmierzy się z Dereckiem Chisorą (30-9, 21 KO).

Więcej na stronie TVP Sport >>

Add a comment

Szef Łotewskiej Federacji Bokserskiej Andrejs Ahmedovs zdradził w rozmowie z portalem sportacentrs.com, że ostatecznie ani organizacja WBC ani WBO nie sankcjonowały sobotniej walki pomiędzy  Krzysztofem Głowackim (33-1, 19 KO) i Mairisem Briedisem (25-1, 18 KO). 

Pierwotnie stawką półfinałowej potyczki turnieju World Boxing Super Series wagi junior ciężkiej miały być mistrzowskie pasy WBC i WBO, jednak najpierw swoje trofeum z pojedynku wycofała niezadowolona z obsady sędziowskiej World Boxing Council, a tuż przed samą walką z nadzorowania starcia wycofać się miała także World Boxing Organization, pozostawiając wszystko w rękach miejscowej federacji. 

- Przed walką było wiele pytań i wątpliwości. Każda z organizacji ma swoje przepisy i niedługo przed rozpoczęciem pojedynku organizatorzy postanowili, że pięściarze zaboksują tylko o miejsce w finale WBSS, a wszystko omówią później - powiedział serwisowi sportacentrs.com Ahmedovs, dodając, że liczy, iż zarówno pas WBO jak i WBC będą stawką walki finałowej WBSS pomiędzy Briedisem i Yunielem Dorticosem.

Sytuacja wokół sobotniego boju  jest zatem bardzo niejasna, nie tylko dlatego, że toczył się on i zakończył w kontrowersyjnych okolicznościach. Co prawda WBO w mediach społecznościowych pogratulowała zwycięskiemu Briedisowi zdobytego mistrzostwa, ale jeśli faktycznie WBO pojedynku ostatecznie nie sankcjonowała, to formalnie Polak wychodzący do ringu jako czempion WBO nie mógł stracić pasa nawet mimo porażki. Być może WBO usankcjonuje walkę "z datą wsteczną", jednak byłoby to rozwiązanie bardzo kontrowersyjne.

Add a comment

Nie jest wykluczone, że mimo sobotniej porażki z Mairisem Briedisem Krzysztof Głowacki (33-2, 19 KO) nie straci tytułu mistrza świata WBO wagi junior ciężkiej. I wcale nie chodzi o rażące naruszenia bokserskich przepisów, do których doszło na gali w Rydze...

Rzecz w tym, że do tej pory, mimo iż od zakończonego zwycięstwem Briedisa przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie pojedynku, minęło kilkadziesiąt godzin, nadal nie jest jasne, czy uczestnicy polski-łotewskiego półfinału WBSS bili się w ogóle o jakiekolwiek mistrzowskie trofeum. 

Pierwotnie stawką walki Głowacki - Briedis miały być dwa pasy - wakujący WBC i należący do Polaka WBO, lecz rano w dniu boju szef WBC w proteście przeciwko "dyskryminującej" jego federację obsadzie sędziowskiej wycofał się z sankcjonowania potyczki. Później co prawda oświadczył, że jest gotów pójść na kompromis, jeśli skład sędziowski zostanie skorygowany, lecz ostatecznie nic się w tej kwestii nie zmieniło. 

Teraz okazuje się, że nie wiadomo, czy "Główka" i Briedis bili się o trofeum WBO (choć na oficjalnym koncie Twitter federacji ukazały się gratulacje dla "nowego mistrza"). Pewności co do tego nie ma również menadżer Łotysza Raimons Zeps, który swoje wątpliwości wyraził w rozmowie z serwisem sportacentrs.com.

Jak sprawa się zakończy, czas pokaże... Tymczasem promująca Krzysztofa Głowackiego grupa KnockOut Promotions zamierza oficjalnie oprotestować niekorzystny wynik walki, zwracając uwagę na liczne nieprawidłowości w trakcie przegranego pojedynku.

Add a comment

- Mogłem, oczywiście, że mogłem zostać na deskach, ale jak to tak? Gwizdało mi w uszach, jednak to nie ja, żeby się tak poddawać. Nie robię takich rzeczy - mówi Krzysztof Głowacki po walce z Mairisem Briedisem.

Jak się pan czuje kilkanaście godzin po tym, co wydarzyło się w ringu w Rydze? Walka z Mairisem Briedisem jest szeroko komentowana z powodu kontrowersji.
Krzysztof Głowacki: A jak mam się czuć po czymś takim? Kiepsko jest, naprawdę kiepsko. I smutno, bo nie tak miało być. Wkurzyłem się na całą sytuację. Co tu więcej mam powiedzieć?

Pamięta pan to, co działo się w ringu w drugiej i trzeciej rundzie?
Tak, choć tylko częściowo. Po tym uderzeniu łokciem przez Briedisa było mi bardzo trudno. Między rundami strasznie piszczało mi w uszach, a później już nie pamiętam, co się działo. Szczęka zresztą ciągle mnie boli jak cholera. Nie mogę się śmiać, zresztą nie ma też powodu. Nie jestem w stanie szeroko otworzyć ust ani też nawet normalnie rozmawiać.

Ten faul, czyli cios łokciem, ustawił walkę.
Trudno mi teraz powiedzieć jednoznacznie. Na pewno to był ważny moment tej walki. Po faulu nie doszedłem do siebie. Po gongu poszedłem do narożnika, widziałem, że trener do mnie mówi, ale w ogóle go nie słyszałem. Ciągle huczało mi w uszach, nie mogłem się skupić. Kiepsko to wszystko wyszło.

Pełna treść artykułu na Onet.pl >>

 

Add a comment

Fiodor Czerkaszyn, który towarzyszył Krzysztofowi Głowackiemu (31-2, 19 KO) w szatni po kontrowersyjnej porażce z Mairisem Briedisem (26-1, 20 KO) nie ma wątpliwości, że cios łokciem, jaki "Główka" zainkasował w drugiej rundzie od rywala, miał kluczowe znaczenia dla przebiegu i wyniku pojedynku. - Po tym uderzeniu Krzysiek nie wiedział już o co chodzi - twierdzi niepokonany pięściarz KnockOut Promotions, który na ring powróci 6 lipca na KnockOut Boxing Night #7 w Rzeszowie.

Add a comment