onet.pl sport



Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

25 maja podczas Narodowej Gali Boksu w Warszawie na ring wróci Izuagbe Ugonoh. Rywalem polskiego pięściarza, który stoczy swoją pierwszą walkę po ponad rocznej przerwie, będzie Fred Kassi. Pojedynek będzie jedną z głównych atrakcji imprezy organizowanej na stadionie PGE Narodowym.

 

Kup bilet na Narodową Galę Boksu, zobacz walki Szpilki, Ugonoha, Wacha, Piątkowskiej >> 

Add a comment

Izuagbe Ugonoh (19-1, 17 KO) i Michał Cieślak (15-0, 10 KO) sparują ze sobą, pomagając sobie wzajemnie w zbudowaniu formy przed zbliżającymi się walkami. Izu 25 maja podczas Narodowej Gali Boksu w Warszawie skrzyżuje rękawice z Fredem Kassim (18-7-1, 10 KO), zaś Cieślak tydzień później w Legionowie skrzyżuje rękawice z Siergiejem Radczenką (6-1, 1 KO).

Kup bilet na Narodową Galę Boksu >>    Kup bilet na galę w Legionowie >>

Add a comment

 

- Podczas walki ujawnia się prawdziwy duch każdego zawodnika - przekonuje w rozmowie z Polskatimes.pl Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO), który wróci na ring 25 maja podczas Narodowej Gali Boksu w Warszawie. Przeciwnikiem 31-letniego Polaka będzie Fred Kassi (18-7-1, 10 KO). 

Kiedy pytają Cię, kim jesteś, to co odpowiadasz? Pięściarzem, Polakiem, polskim pięściarzem?
Izuagbe Ugonoh: Zwykle mówię, że to, kim jestem, to jest długa historia. Urodziłem się w Polsce, ale. Zawsze muszę dodać to ale. Zatem moje korzenie są w Nigerii. Obecnie jestem pięściarzem, ale wcześniej byłem kickbokserem i kickboxing był moją pierwszą miłością. Raczej nigdy nie mówię, że jestem pięściarzem. Pięściarz wynika z tego, czym się zajmuję. Kiedy pytają, czym się zajmuję, odpowiadam, że boksem zawodowym. Wtedy mówią: „Acha, jesteś pięściarzem” (śmiech). Sport obecnie odgrywa najważniejszą rolę w moim życiu. Ale. Mam również inne zainteresowania, które są dla mnie równie ważne. Jestem więc chyba dość złożoną osobą i staram się unikać szufladkowania samego siebie w jednoznacznym stwierdzeniu określającym, kim jestem.

Kim dla Ciebie jest zwycięzca?
Zwycięzca to człowiek, który stara się pokonać swoje słabości. Nie zawsze się udaje je pokonać, czasem trzeba zrobić krok do przodu, a potem dwa kroki w tył, ale dopóki się stara, dopóki walczy, to taka postawa jest postawą zwycięzcy. W życiu wszyscy czasem przegrywamy, prawda? Wszyscy odnosimy porażki, mniejsze lub większe. Może się przecież zdarzyć, że kiedy skończymy rozmawiać i pójdę do samochodu, okaże się, że dostałem mandat, bo spóźniłem się minutę z opłaceniem parkingu. To są malutkie porażki, ale z nimi też trzeba się mierzyć, wyciągać wnioski i iść dalej.

W lutym 2017 rok przyszła porażka. Nokaut. Zabolało?
Pewnie, że zabolało. Ale to jest tylko sport. Pomimo tego, że wyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych poświęciłem mu wszystko: relacje z rodziną, przyjaciół, wszystkich, których uwielbiam i są dla mnie ważni. Ale… to tylko sport.

Kiedy wróciłeś ze Stanów do Polski, poczułeś się jak u siebie?
Tak, ale to nie nastąpiło od razu. Musiałem się odnaleźć w nowej sytuacji, pozwolić sobie powiedzieć samemu przed sobą, że coś się skończyło, czas się odbudować, aby mogło narodzić się coś nowego.

Jakiego rodzaju wyzwania są dla Ciebie szczególnie ważne, jeśli chodzi o Twój rozwój?
Każdy ma coś takiego, w czym jest dobry, albo skuteczny, ale ma też swoją piętę achillesową. I ja też taką mam. Dzisiaj wyzwaniem dla mnie jest lepiej organizować sobie czas. Oczywiście ciężko trenuję, przygotowuje się do kolejnej walki…

25 maja.
Tak jest. Fred Kassi będzie moim rywalem. Ale widzę też, jak czas ucieka mi miedzy palcami, jak spędzam go na nierobieniu niczego. Bardzo mi się to nie podoba. Pragnę wrócić do czytania książek.

Co jest najważniejsze w walce? Strategia, taktyka, pierwsze uderzenie?
Wszystko, o czym mówisz, jest ważne. Ale najważniejsze w walce jest to, żeby uderzyć i nie zostać uderzonym zbyt mocno i zbyt często. To jest brutalny i niebezpieczny sport. Podczas walki wydziela się ogromna adrenalina, człowiek nie zawsze jest w stanie zapanować nad tym, co z niego w takiej realnej walce wyjdzie. Zawsze też pojawia się moment krytyczny. Liczy się to, jak ten moment przetrwać, jak sobie poradzić, kiedy złapać drugi oddech. Tak jak w życiu: jak zareagujesz, kiedy cię przytka, co zrobisz, kiedy zostaniesz mocniej trafiony. Czy, jeśli upadniesz, to wstaniesz, czy to już będzie koniec walki. Pewnie dlatego ludzie kochają ten sport, bo podczas walki ujawnia się prawdziwy duch każdego zawodnika. No i z każdą walką człowiek coraz lepiej poznaje samego siebie.

Pełna treść artykułu na Polskatimes.pl >> 

 

Kup bilet na Narodową Galę Boksu, zobacz walki Szpilki, Ugonoha, Wacha, Piątkowskiej >> 

Add a comment

 

- Izu w swoim boksie łączy elegencję z brutalną siłą - mówi Marcin Najman, organizator Narodowej Gali Boksu, podczas której na ring wróci Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO). Przeciwnikiem 31-letniego Polaka podczas imprezy zaplanowanej na 25 maja na PGE Narodowym będzie Fred Kassi (18-7-1, 10 KO).

- Wierzę w to, że Izu się świetnie zaprezentuje. Izu przypomina mi swoim stylem braci Kliczko. Oni też potrafili być eleganccy, ale także brutalni. Przychodzi mi tutaj na myśl np. walka Witalija Kliczki z Lennoxem Lewisem - ocenia w rozmowie z serwisem Sportowefakty.wp.pl Najman, który sam też stoczy pojedynek na majowej gali.

- Myślę, że Izu wykorzysta swoją szansę, żeby po latach pokazać polskiej publiczności, jak dużo pracy włożył w ostatnich latach w trening, gdzie teraz jest i że puka do czołówki światowej wagi ciężkiej - przekonuje "El Testosteron".

Występ w Warszawie będzie dla Ugonoha pierwszym ringowym występem od ubiegłorocznej porażki z Dominikiem Breazealem. Na Narodowym swoje walki stoczą także m.in. Artur Szpilka, Mariusz Wach oraz mistrzyni świata WBC wagi super półśredniej Ewa Piątkowska.

 

Add a comment

Szerokim echem w mediach społecznościowych odbił się wywiad, jakiego ostatnio udzielił Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO) Anicie Werner z TVN 24. Ciemnoskóry pięściarz z Gdańska zapytany w nim został m.in. o Marsz Niepodległości, którego uczestnicy eksponowali hasła o treści rasistowskiej. 

- Szczerze mówiąc, nie wiem, jak do tego podejść - stwierdził Izu. - Ja w tym marszu nie szedłem, ale na tym marszu było wielu moich kolegów, wielu znajomych, ludzi, którzy mnie znają, których ja znam i których szanuję, więc nie chciałbym wszystkich, którzy tam byli wrzucać do jednego worka.

- Jeden polityk napisał, że przez Polskę maszeruje stado nazistów czy coś takiego. Ja sam sobie wówczas pomyślałem, jak łatwo jest przeinaczyć fakty, bo to po prostu nie była prawda. Tam było wielu moich kolegów, których ja lubię i którzy lubią mnie - dodał Ugonoh.

Izuagbe Ugonoh kolejną walkę stoczy 25 maja na Narodowej Gali Boksu w Warszawie, krzyżując rękawice z ostatnim przeciwnikiem Tomasza Adamka Fredem Kassim  (18-7-1, 10 KO).

Kup bilet na Narodową Galę Boksu, zobacz walki Szpilki, Ugonoha, Wacha, Piątkowskiej >>

Add a comment

- Chcę wygrać najbliższą walkę, potem kolejną, nic więcej - mówi Izuagbe Ugonoh (17-1, 14 KO), który 25 maja na gali na PGE Narodowym skrzyżuje rękawice z Fredem Kassim (18-7-1, 10 KO). Pojedynek będzie jedną z głównych atrakcji Narodowej Gali Boksu. 

Kiedyś marzył pan o mistrzostwie świata. Zweryfikował pan już plany?
Izu Ugonoh: Sporo się zmieniło, dużo się dowiedziałem, zrozumiałem lepiej rynek, grę. Nabrałem doświadczenia sportowego, ale także życiowego. Marzeń nie zmieniam, ale inaczej układam swoje cele. Nie mówię wzniośle o tym, że jestem w stanie zostać mistrzem świata, nie przewiduję, że stanie się to za chwilę. Chcę wygrać najbliższą walkę, potem kolejną, nic więcej. Mam tylko wpływ na swoje przygotowanie, więc na tym się skupiam. Jeśli uda mi się utrzymać koncentrację, będą kolejne, większe szanse.

Żałuje pan, że do poprzednich walk przygotowywał się pan w Las Vegas?
Decyzja o wyjeździe do Stanów nie była trudna, mogłem jechać gdziekolwiek, bo wiedziałem, że wszędzie sobie poradzę. W Vegas żyłem jak w trwającym bez przerwy obozie treningowym. Przygotowywałem się trochę jak Mike Tyson z Cusem D’Amato, między mną a trenerem także nawiązała się specyficzna relacja - wyglądało to trochę, jak między ojcem a synem. Oczywiście wyjechałem z Polski jako dorosły facet, ale mieszkałem z Barrym w jego domu, jego żona nam gotowała. Tworzyliśmy rodzinę. Dysfunkcyjną, ale rodzinę. To nie jest coś, co da się zauważyć przez kilka dni, takie relacje budują się długimi miesiącami, mieszają się cechy charakteru, jeden dostosowuje się do drugiego. Przede mną był tam jednak Joseph Parker, to ja dołączyłem do drużyny i musiałem pójść na wiele ustępstw. Myślałem jednak wtedy tylko o tym, co mogę zyskać i była to cena, jaką godziłem się płacić.

Barry był surowym ojcem?
Tak. Jeśli miałbym iść na wojnę, wolałbym, żeby Kevin był po mojej stronie. Nie powinno się tak mówić o kimś, kogo się lubi i szanuje, ale Barry to jednak kawał skurczybyka i dokładał wszelkich starań, żeby ludzie tak o nim myśleli. Niesamowicie zorganizowany, dobry strategicznie tytan pracy i tego samego wymagał ode mnie.

Pan był potrzebny Parkerowi czy Parker panu?
Ja Parkerowi (to wybitny pięściarz, przegrał niedawno walkę o mistrzostwo świata z Anthonym Joshuą - przyp. red.). Oczywiście wiele na tym skorzystałem, mówi się "iron sharpens iron" - żelazo wyostrza żelazo. Samo przebywanie w tamtych warunkach, rygor treningów i oczekiwanie najlepszego wyniku sportowego, to było coś, do czego dążyłem. Pracowałem ciężko, bardzo ciężko, czasami za ciężko. Miałem przed oczami tylko cel, byłem nim zaślepiony. Dopiero teraz jestem w stanie przeanalizować swoją drogę. Wiem, że Barry zdecydował się mnie wziąć do teamu, bo wiedział, że jestem w stanie pokonać Parkera.

Pełna treść artykułu na sportowefakty.wp.pl >>

Add a comment