onet.pl sport


ARTV Chicago


Przegląd Sportowy

Patronat medialny





 

 

 

 


Tomasz DrwalŁatwe, 180 sekundowe  zwycięstwo 47-letniego byłego dwukrotnego mistrza  świata Ultimate Fighting Championship Randy Couture nad pięciokrotnym mistrzem świata w boksie, 42-letnim  Jamesem Toneyem podczas bostońskiej gali UFC 118, odnowiło dyskusję znaną i starą jak świat, a przynajmniej pierwsza walka na UFC 1 pomiędzy judoką Royce Gracie i  pięściarzem Artem Jimmersonem. I wtedy, i dziś  dyskusja "co jest lepsze?" nie ma większego sensu, bo tylko pozornie MMA i boks mają ze sobą wiele wspólnego.

"Lights Out"  Toney potrzebował w 2010 roku pieniędzy  dla urzędu podatkowego, Jimmerson chciał w 1993 roku zbudować dom i dlatego podjęli się walki, w której mieli najwyżej teoretyczne szanse na zwycięstwo. Obaj przegrali w pierwszej rundzie.  Dlaczego pieściarz  przegra 99 na 100 walk z zawodnikiem MMA? Czy, odwracając sytuację, zawodnicy mieszanych sztuk walki mieliby większe szanse w bokserskim ringu i dlaczego cios w MMA po prostu bardziej boli zapytałem się tego, który wie o czym mówi - Tomka Drwala, bijącego się w elitarnej Ultimate Fighting Championship.

- Miałeś jakieś wątpliwości przed walką Couture - Toney?
Tomasz Drwal:
Żadnych. Jeśli się zdziwiłem, to że walka trwała ponad trzy minuty i że Randy atakował tak nisko na nogi, praktycznie na kostki. Otwarcie miał od razu – wystarczyło, że zamarkował cios, Toney podniósł rece do gardy i Couture już miał go całego otwartego na zapaśniczy atak . Abecadło MMA.

- Traktowaliście to jako zawodnicy UFC  prestiżowo, czy to była bardziej walka promocyjna dla organizacji? Dana White, szef UFC obiecał po niej, że już nigdy więcej nie zrobi  walki boks kontra MMA...
TD:
I dobrze, nie ma to większego sensu. Toney sam się prosił o łomot, jeździł na gale UFC, gadał jakie jesteśmy cieniasy, obrażał i odrażał się  co z nami zrobi, więc chcieliśmy, żeby Randy pokazał mu miejsce w szeregu. Nikt go nie zmuszał do walki, dostał za nią ciężkie pieniądze, ale niech już zapomni o oktagonie.

James ToneyDebiut byłego bokserskiego mistrza świata w trzech kategoriach wagowych Jamesa Toneya (72-6-3, 44 KO) w mieszanych sztukach walki zakończył się niepowodzeniem. Amerykanin, który w jednej z głównych walk wieczoru gali UFC 118 zmierzył się z żywą legendą MMA Randy Couturem przegrał przez poddanie już w pierwszej rundzie pojedynku.

W pierwszych sekundach dużo bardziej doświadczony w MMA Couture przepuścił udany atak na nogi Toneya, powalił go na ziemię i do końca zawodów już nie pozwolił mu na żaden ruch. Najpierw Couture obijał ciosami z rąk głowę Toneya, a potem przeszedł do duszenia. Pięściarz bardzo długo nie chciał się poddać, ale po chwilowym poluzowaniu uchwytu i drugiej próbie duszenia Toney odklepał w matę po nieco ponad trzech minutach pierwszego starcia.

Po walce James Toney zapowiedział, że to na pewno nie będzie jego koniec przygody z mieszanymi sztukami walki i w przyszłości będzie chciał ponownie wystąpić na gali z serii Ultimate Fighting Championship.

Tomasz DrwalZ 28-letnim Tomkiem Drwalem (17-3 MMA, 3-2 UFC) z pierwszym - i na razie jedynym - polskim zawodnikiem Mieszanych Sztuk Walki  bijącym się w  elitarnej UFC umówiłem się, żeby porozmawiać  o tym, co się nagle stało, że Polacy tak dobrze radzą sobie w sportach kiedyś zarezerwowanych dla Amerykanów  oraz jego  zbliżającym sie pojedynku 15 września w teksańskim Austin. Miało być Tomku Adamku w  zawodowym boksie, Tomku Drwala  od trzech lat w elitarnej UFC i  Damianie Grabowski wygrywającym na turnieju Bellatora. Nic z tego  - skończyło się na tym, że po 30 minutach wiedziałem, że "Gorilla" jest równie agresywny w klatce jak podczas wywiadu - zwłaszcza  kiedy mówi o tym, co naprawdę leży mu na sercu. Były uderzenia mocne i bardzo mocne, a rozmowę o prawdziwym MMA przełożyliśmy na później...

-  15 września w UFC Fight Night  22 w teksańskim Austin walczyć będziesz z Dave Branchem (6-1 MMA). Kontuzja kolana zaleczona, możesz dodać kolejny nokaut do swojego tabelki wyników, bo jeśli wierzyć amerykańskiej prasie, "na Drwala przychodzi się po to, żeby zobaczyć nokaut, adrenalinę w niebezpiecznych stężeniach i 100 procentowe zaangażowanie w to, co robi".
Tomek Drwal:
Bo inaczej nie można, nie ma innego MMA. Jak walczymy na galach UFC to przychodzi Dana White, zamyka nas w szatni i mówi: "Dajcie z siebie wszystko co potraficie, tak że z widzów na sali i przed telewizorem powie, że warto było was zobaczyć i za was zapłacić". Eksplozja popularności MMA to w dużej mierze jedna nieprawdopodobna walka z 2005 roku w Las Vegas - Forrest Griffin kontra Stephan Bonner. 15 minut takiej walki, że wszyscy powinni ja zobaczyć, a jak nie wiedzieli, to znaczy, że nie widzą co to jest MMA. Każdy z nas chce być do dziś taki jak oni, stoczyć taką walkę.  I tacy wychodzimy na galę, dlatego czasami mnie krew zalewa jak widzę co się dzieje nad Wisłą...

-  A dzieje się...
TD:
... cyrk, kompletne zaprzeczenie tego, czym naprawdę jest MMA. Gale KSW to kompromitacja. Bzdurą jest mówienie, że to co się tam pokazują pomaga rozwojowi mojej dyscypliny. Walka Pudzianowski - Najman miała nam pomóc?  Jeden nigdy nie walczył w tej dyscyplinie kontra drugi, z którego śmieje się cała Polska? I to miało  być otwarcie na wielkie MMA, ten cyrk na ringu? A teraz wszyscy się podniecają kolejnym "pokazem MMA" czyli  walką faceta bez nerki (Przemek Saleta) z facetem bez jaj (Najman).  Saleta mówi otwarcie  w wywiadach, że nie trenuje, bo nie musi, a łomot z Najmanem traktuje personalnie i to jest załatwianie prywatnych porachunków. To niech załatwiają porachunki za budką z piwem! Oglądałem zapowiedź walki tych "gigantów" - jeden biega nad rzeką i teatralnie wdycha powietrze, a drugi przykręca śrubki w motocyklu. Jak wrócę do Polski to wyciągnę swoją emzetkę i zrobię zdjęcie, bo tak jak widać w Polsce wypada. Ludzie to oglądają, myślą, że to są prawdziwi zawodnicy MMA, że na tym to wszystko polega, że ja to robię w Stanach. Później jakiś facet w saunie widzi moje kalafiory z uszu i pyta mi się czy ja robię to co Pudzianowski...

Damian Grabowski"Popatrzcie na moją twarz i na jego. Od razu będziecie wiedzieli, czy wygrałem zasłużenie czy nie. To była walka MMA, a nie zapasy. Ja  biłem, walczyłem w parterze oraz kopałem i dlatego ją zdecydowanie wygrałem" - powiedział na konferencji prasowej zwycięski Damian Grabowski (13-0). "Polski Pitbul", rozstawiony w wadze ciężkiej w turnieju Bellatora z numerem jeden, pokonał w słynnym Chicago Theatre jednogłośnie - i według dziennikarzy zasłużenie  na punkty -  po twardej, trwającej pełne trzy rundy walce Amerykanina Scotta Barretta (10-2). "To była walka pełna presji i nerwów" - mówił  po wyczerpującym pojedynku w samym sercu Chicago Grabowski. Mistrza z Opola  półfinałowy pojedynek czeka już 16 września,  w odległym tylko o 100 kilometrów od najbardziej polskiego miasta w Stanach, Milwaukee.

- Najtrudniejszy rywal w karierze?
Damian Grabowski:
Scott był najtrudniejszy, nie ma co do tego wątpliwości. Był bardzo silny, cięższy ode mnie o ponad 15 kilogramów i doskonale czuł się walcząc w  parterze. Wiedziałem, że do tego będzie dążył, ale nie udało mi się całkowicie wyeliminować jego ataków. Była to moja pierwsza walka w pełnym wymiarze czasu. Było ciężko, zwłaszcza w ostatnich minutach trzeciej rundy, ale ten test był mi potrzebny.

- Wspomniałeś o presji psychicznej towarzyszącej temu pojedynkowi. Równie trudny rywal co Barrett?
DG:
Inny, ale też trudny. Kilkudziesięciu dziennikarzy, nieustanne wywiady, zainteresowanie moją osobą. Do tego w Polsce nie byłem przyzwyczajony, więc szok na pewno był. Do tego świadomość, że to turniej, przegrywający jedzie do domu, pierwszy występ w kolebce MMA - teraz wiem, czego się spodziewać i na pewno w drugiej, półfinałowej walce w Milwaukee będzie lepiej. Chcę najpierw wygrać turniej Bellatora, a później zostać mistrzem UFC.

James Toney28 sierpnia w Bostonie były mistrz świata w trzech kategoriach wagowych James Toney zadebiutuje w formule MMA pojedynkiem z ex-czempionem UFC wagi ciężkiej Randy Couture. Zasilenie przez Toneya szeregów rywalizującej z boksem zawodowym o względy kibiców dyscypliny sportu spotkało się z nieprzychylnym przyjęciem ze strony kilku czołowych pięściarzy globu, między innymi legendarnego króla kategorii średniej Bernarda Hopkinsa i aktualnego mistrza wszechwag federacji WBA Davida Haye

Jak można się było spodziewać, znany z ciętego języka Toney nie czekał długo z dosadną ripostą dla swoich niedawnych kolegów "po fachu".

- Nie lubię żadnego z nich, więc ich opinia nie ma dla mnie żadnego znaczenia - powiedział popularny "Lights  Out". - Nie interesuje mnie społeczność bokserska, interesuje mnie James Toney. Ta sprawa dotyczy Jamesa Toneya i Randy Couture, a nie Jamesa Toneya i boksu albo Jamesa Toneya i MMA.

Pięśćiarze w MMA: Saleta, Esch - informacje, wywiady, materiały video >>

- Niech Hopkins lepiej zrobi porządek ze swoimi zębami. David Haye to gej. Nie dbam o nich. Niech sami słuchają tych bzdur, które wygadują - dodał 41-letni Toney.

Damian GrabowskiDamian Grabowski, najlepszy polski zawodnik Mieszanych Sztuk Walki (MMA) już 19 sierpnia w Chicago Theatre, na gali "Bellator Championship", zmierzy się z amerykańskim mistrzem nokautu Scottem Barrettem. Damian już od pięciu dni trenuje w Chicago - nie tylko z zawodnikami MMA ale znanymi bokserami i trenerami, jak młodzieżowy mistrz świata WBC Andrzej Fonfara, czy trener Andrzeja Gołoty i były szkoleniowiec Tomka Adamka - Sam Colonna. A po Chicago jeździ mini-Batmobilem...

- Zawodnik MMA wagi powinien jeździć przynajmniej "hummerem"...
Damian Grabowski:
Ja sobie powagi - i niczego innego - nie muszę dodawać, więc maleńki Smart cabrio, którego nazwałem mini-Batmobilem wystarczy...

- Do walki coraz mniej czasu - presja rośnie?
DG:
Presja zawsze jest, taki zawód wybrałem. W Chicago reprezentuję Polskę, jestem rozstawiony z numerem wśród innych bardzo dobrych zawodników. Barrett, mój najbliższy rywal, tak naprawdę też jest niepokonany, bo walkę przegrał przez kontuzję. Boks wykorzystuje jako okazję do skrócenia dystansu, zbliżenia się do rywala. Zrobię wszystko, żeby mu w tym przeszkodzić,dlatego trenuję trochę boksu...

Video. Grabowski trenuje z Fonfarą >>

- Dobre miejsce na "trochę boksu": Jesteśmy w Chicago Boxing Club, sali gdzie przygotowywał się z Samem Colonną do swoich walk Andrzej Gołota, a Colonna doprowadził Tomka Adamka do pierwszego tytułu mistrza świata. Teraz Sam trenuje z tobą...
DG:
Dziękuję bardzo za taką okazję. Nigdy nie miałem trenera od boksu, takie uwagi i takie treningi jak z Samem czy Andrzejem są bezcenne. Andrzej pomagał mi się ustawiać na pięściarza leworęcznego, bo takim jest Scott Barrett i na pewno jeszcze będziemy trenować w jego klubie. Tarczowanie z Samem, jego uwagi i jak się od ciebie dowiedziałem także pochwały, to też niezwykła rzecz, to były niezapomniane dwie godziny. I na pewno mi pomogą.

W jednym z rozgrywanych na zasadach MMA "extra-fightów" wrześniowej gali KSW bokserski "król czterorundówek" Eric Esch zmierzy się ze strongmanem Mariuszem Pudzianowskim. Prezentujemy materiały video z wywiadami z "Butterbeanem" i "Dominatorem" zrealizowane na wtorkowej konferencji prasowej.

http://www.youtube.com/watch?v=0Rwp62JVO_g

http://www.youtube.com/watch?v=ogrLostvOq4

Video. Saleta i Najman przed KSW 14 >>

We wtorek w Warszawie odbyła się konferencja prasowa anonsująca wrześniową galę KSW 14, podczas której dojdzie do dwóch pojedynków z udziałem zawodników z pięściarską przeszłością. W pierwszym były mistrz Europy wagi ciężkiej Przemysław Saleta zmierzy się z Marcinem Najmanem, w drugim król czterorundówek Eric Esch stanie naprzeciw Mariusza Pudzianowskiego. Prezentujemy materiały video z konferencji z udziałem Salety i Najmana.

http://www.youtube.com/watch?v=v5sJzRUeEvs

http://www.youtube.com/watch?v=jddvBy6yNas

Przemysław SaletaByły mistrz Europy wagi ciężkiej Przemysław Saleta spotkał się dzisiaj "oko w oko" z Marcinem Najmanem na oficjalnej konferencji prasowej poprzedzającej ich wspólną walkę, do której dojdzie 18 września podczas czternastej edycji Konfrontacji Sztuk Walki. Były pięściarz oraz utytułowany kickbokser po raz kolejny potwierdził, że jego główną motywacją do pojedynku z Najmanem są możliwość załatwienia spraw osobistych w ramach zasad fair-play oraz doprowadzenie do zakończenia kariery swojego rywala. Najman obiecał, że w przypadku porażki zakończy swoją przygodę ze sztukami walki.

- Marcin powiedział, że zawiesi rękawice na kołku w przypadku przegranej. Nie pozostaje mi nic innego jak wygrać i zakończyć ten niechlubny rozdział polskiego boksu zawodowego. Moja niechęć do niego jest autentyczna, często takie uczucia się tylko udaje, żeby podgrzać atmosferę, tutaj sytuacja jest w pełni prawdziwa - powiedział Saleta.

- Do walki z Najmanem póki co się nie przygotowuję. Zacznę się przygotowywać do niej dopiero za kilka tygodni. Trzeba tylko pamiętać o jednym fakcie, w każdym momencie mojego życia ja trenuję więcej niż Marcin Najman w czasie swoich najcięższych przygotowań. Przy okazji chciałem zapewnić, że nasza walka potrwa dłuższą chwilę, nie mam zamiaru go łaskawie nokautować w 40 sekund. Chcę go zmęczyć, chcę żeby Najman poczuł ból - stwierdził były pięściarz, który obecnie startuje także w motocyklowych mistrzostwach Polski.

ButterbeanEric Esch, znany bardziej bokserskim kibicom jako Butterbean przerwie sportową emeryturę, by 18 września na gali KSW 14 stoczyć pojedynek z byłym mistrzem świata strongmanów Mariuszem Pudzianowskim. Walka odbędzie się na zasadach MMA. Czternasta Konfrontacja Sztuk Walki w trakcie, której dojdzie także do powrotu na ring Przemysława Salety będzie miała miejsce w łódzkiej Atlas Arenie.

Ogłoszenie rywala dla "Pudziana" nastąpiło na pierwszej i jedynej oficjalnej konferencji prasowej, która odbyła się dzisiaj w Warszawie. 44-letni Amerykanin co prawda nie przybył do stolicy Polski, ale przysłał specjalnie nagrane video, w którym dziękuje organizatorom gali za zaproszenie i odgraża się, że znokautuje Polaka.

- Wiele osób pyta mnie jak do tej walki w ogóle doszło. Powiedziałem kilka prawdziwych słów o Mariuszu, o tym że nie umie walczyć w stójce, że w ogóle nie umie boksować, że bije jak mała dziewczynka i chyba go to uraziło. Mariusz słysząc to rzucił mi wyzwanie, mi który znokautował niemal wszystkich swoich przeciwników i to nie tylko w USA, ale także Australii czy Chinach. Dziwie się, że wyzywa na pojedynek kogoś kto go znokautuje. Z drugiej strony dobrze, że polscy fani zobaczą w końcu prawdziwego mistrza w akcji, jakim oczywiście jestem ja - powiedział popularny mistrz "czterorundówek".

Ostatnią walkę na profesjonalnym ringu Esch stoczył w październiku ubiegłego roku przegrywając niejednogłośnie na punkty z Harrym Funmakerem. Amerykanin nie rozstał się jednak ze środowiskiem sportowym i zajął się organizowaniem lokalnych gal MMA. To właśnie Butterbean był organizatorem imprezy, na której Pudzianowski zaliczył swoją pierwszą porażkę w mieszanych sztukach walki z Timem Sylvią.

ButterbeanZnany kibicom boksu jako "Butterbean" Eric Esch zajmujący się obecnie promowaniem małych gal mieszanych sztuk walki ostro skrytykował Mariusza Pudzianowskiego za jego występ przeciwko Timowi Sylvii, w którym Polak przegrał przez poddanie w drugiej rundzie walki. Amerykanin był głównym organizatorem gali, na której doszło do porażki "Pudziana".

- Chcielibyśmy go zaprosić na naszą kolejną galę 9 października w  Chicago, ale on musi wziąć się do roboty. W ostatniej walce rzekomo złamał nogę, ale przedtem nic nie pokazał. Pudzianowski nie umie walczyć w stójce i bije jak mała dziewczynka. On potrzebuje pomocy prawdziwych trenerów. Jest 5-krotnym mistrzem świata Strongmanów, a uderza jakby ważył 60 kilogramów. - twierdzi "Butternean".

"Pudzian" pod koniec lipca ma przyjechać do Stanów Zjednoczonych, by ćwiczyć tajniki sztuki bokserskiej ze znanym z wojen przeciwko Arturo Gattiemu - Mickym Wardem oraz poprawiać swoją technikę walki w parterze trenując pod okiem dwóch byłych mistrzów Stanów Zjednoczonych w zapasach. "Butterbean" uważa, że to znakomity pomysł i przy okazji krytykuje dotychczasowych szkoleniowców Polaka.

- Jeśli Pudzianowski nauczy się walczyć rękami, to może być zagrożeniem dla wielu czołowych zawodników MMA. Jest silny, ale to nie wystarczy by być najlepszym w MMA. Nie wiem kto go do tej pory trenował, ale powinien być już dawno zwolniony. - kończy Amerykanin.

Przemek Saleta- Przemek, dość niespodziewanie wracasz na ring po trzech latach przerwy. Jak do tego doszło, że postanowiłeś wrócić, i to pojedynkiem z Marcinem Najmanem?
Przemysław Saleta:
Po pierwsze nie jest to powrót do zawodowego sportu, jest to jednorazowy „wybryk”, bardziej sprawa osobista do załatwienia niż sport, choć jest to załatwienie spraw osobistych według reguł sportowych MMA. To było tak, że oglądałem w towarzystwie przyjaciół ostatnią galę KSW, komentowaliśmy wypowiedzi Marcina Najmana i stwierdziłem, że chętnie bym z nim zawalczył, by raz na zawsze zamknąć temat Marcina Najmana. Tak się złożyło, że Michał Pernach jest znajomym [jednego z szefów KSW] Martina Lewandowskiego i zadzwonił do niego, potem Martin zadzwonił do mnie i tak to poszło…

- Czyli tak naprawdę nie ciągnęło cię do ringu, to jest wyłącznie sprawa osobista?
PS:
Tak. Sprawa osobista. Oczywiście ja kocham sporty walki, przede wszystkim boks i lubię rywalizację w ringu, natomiast trzeba sobie zdawać sprawę z tego, gdzie jest się w życiu, a najlepsze lata, jeśli chodzi o wyczynowy sport, są za mną. Nie mam nawet czasu na to, by trenować tak, jak powinienem. Ponadto mam 42 lata, więc umówmy się, że na jedną walkę mogę sobie pozwolić, ale na cały ich szereg już nie.

- Chciałbym, żeby Najman poczuł, co to znaczy cierpieć w ringu i mam nadzieję, że on pokaże charakter, bo na tym też polega piękno sportów walki, że nawet jak boli, to walczy się dalej i próbuje się wygrać - mówi w ostatniej części wywiadu sla ringpolska.pl były czempion Europy wagi ciężkiej Przemysław Saleta przed swoją wrześniową walką na gali KSW.

http://www.youtube.com/watch?v=kLn80ZyOKDc

19 sierpnia, z historycznej sali Chicago Theatre, ponad dwa miliony ludzi za pośrednictwem stacji telewizyjnej FOX  w Stanach Zjednoczonych zobaczy na żywo amerykański debiut najlepszego polskiego zawodnika wagi ciężkiej  MMA - Damiana "Polskiego Pitbulla" Grabowskiego (12-0). Polak jest rozstawiony z numerem 1 w turnieju wagi ciężkiej słynnego Bellator Fighting  Championship Tournament, najszybciej rozwijającej się w USA  organizacji Mieszanych Sztuk Walki. "To jest dla mnie sportowe być albo nie być" - mówi w specjalnym wywiadzie przed walką ze amerykańskim mistrzem nokautu Scottem  Barrettem (10-1) Damian.  - "Przygotowywałem się do tego debiutu przez całe sportowe życie. To 10 lat specjalistycznych treningów i całe moje życie wyrzeczeń. Jestem gotowy”.

- Masz biografię, która nie do końca pasuje do obiegowego wizerunku championa MMA – ukończone studia, przygotowywana praca podyplomowa. Jak znajdujesz czas na MMA?
Damian Grabowski: 
Znajduję bo sporty walki to całe moje życie. Zaczęło się od fascynacji rycerzami, przeczytaniem chyba ze trzy razy  "Trylogii" Henryka Sienkiewicza. Później były zawody i treningi zapaśnicze, zauroczenie kickboxingiem (do dzisiaj potrafię zgasić światło stopą!), karate , taekwondo i wreszcie brazylijskim jiu-jitsu. W tym ostatnim zostałem wicemistrzem świata, a MMA to był naturalny rozwój, coś co musiało stanąć na mojej drodze.

- Marcin Najman jest wielkim przekleństwem boksu zawodowego - mówi w wywiadzie dla ringpolska.pl Przemysław Saleta, który we wrześniu zmierzy się z "El Testosteronem" w pojedynku na zasadach MMA. - Ja nie znam zawodowego sportowca, który wstaje o 12 w południe i mówi, że tego potrzebuje jego organizm.

http://www.youtube.com/watch?v=Thc749xfADI

Zapraszamy do wysłuchania pierwszej z trzech części wywiadu z byłym mistrzem Europy wagi ciężkiej Przemysławem Saletą, w której opowie on między innymi o tym, co sprawiło, że po trzyletnim rozbracie z ringiem postanowił stoczyć walkę w formule MMA i o tym, jaki sport jest obecnie jego największą pasją.

http://www.youtube.com/watch?v=4HsepZ9IoPc

Damian Grabowski- Nie mamy żadnych wątpliwości, że Damian Grabowski (13-0) będzie wielką, prawdziwą gwiazdą MMA w Stanach Zjednoczonych. Dlatego w gali, która transmitowana będzie na żywo na  oglądanej przez miliony widzów, i odtwarzana wielokrotnie na takich gigantach jak NBC oraz hiszpańskojęzycznej Telemundo osiągając widownię przekraczajaca 200 milionów ludzi, rozstawiliśmy go w naszym turnieju wagi ciężkiej z numerem 1, jako główną atrakcję wieczoru. Pierwszym rywalem Polaka będzie rozstawiony w naszym World Championship Tournament z numerem  8  mistrz nokautu, potężny Amerykanin Scott Barrett (10-1) - mówi o podjętej przed kilkoma godzinami, wspólnie ze współorganizatorami, słynnym Madison Square Garden, właściciel Bellator Championships Series, Bjorn Robney.

Już wkrótce więcej szczegółow na temat tego wydarzenia...

Brock Lesnar pokonał przez duszenie w drugiej rundzie Shane'a Carwina i obronił tytuł UFC wagi ciężkiej. Pojedynek był główną atrakcją wieczoru 116. gali organizowanej pod szyldem Ultimate Fighting Championship. Carwin podchodząc do tej walki dzierżył tymczasowy pas mistrzowski wagi ciężkiej.

Przed pierwszym gongiem faworytem bukmacherów był Lesnar, ale to Carwin rozpoczął zawody z większym animuszem skutecznie kontrując ciosami z rąk swojego bardziej znanego rywala. Po kilkudziesięciu sekundach Lesnar znalazł się na ziemi po celnych prawych krzyżowych i lewym podbródkowym Carwina. Wydawało się, że lada chwila sędzia przerwie jednostronnie wyglądający pojedynek, jednak Lesnar wykazał się dużym doświadczeniem i umiejętnie klinczował przy kolejnych próbach ataków przeciwnika.

Pod koniec pierwszej rundy Carwin zaczął ciężko oddychać i wydawało się, że zwyczajnie się "wystrzelał". Wszystkie swoje poprzednie potyczki Carwin kończył w pierwszej rundzie i do drugiej wyszedł wyraźnie wyczerpany fizycznie. Lesnar widział jak głęboko łapie powietrze jego oponent i na początku drugiego starcia najpierw sprowadził go na ziemię, a potem umiejętnie przechodząc do duszenia zmusił Carwina do odklepania. Była to dla niego pierwsza porażka w karierze. Dla Lesnara była to z kolei pierwsza walka od czasu zeszłorocznej wygranej w rewanżowym starciu z Frankiem Mirem.

EmelianienkoTo miał być kolejny wielki sukces Fedora “Ostatniego Imperatora” Emelianenki (31-1), a zapowiadający jego pojedynek, równie legendarny ale już emerytowany jako sportowiec Frank Shamrock był przekonany, że walka skończy się w pierwszej rundzie - oczywiście zwycięstwem Rosjanina nad mieszkającym w Kalifornii, ale wywodzącym się z Brazylii Fabricio Werdumem (14-4). Skończyło się na szalonym ataku Fedora, który już pierwszym ciosem z prawej ręki powalił Werduma na matę klatki. Ale jak mówił Werdum zaraz po walce, dokładnie o to chodziło: "Zawsze tego chciałem.Chciałem, by Fedor poczuł się zbyt pewnie, bym mógł chwycić go nogami, założyć  dźwignię. W momencie kiedy go miałem, wiedziałem, że cała moja nauka, doświadczenie wyciągnięte  z lat pracy w brazylijskim jiu-jitsu teraz mi się przyda i już go z tej dźwigni nie wypuszczę" - mówił Werdum. "Świat MMA jest w szoku, nie wiem, kiedy się z niego otrząśnie. Umarł Imperator!" - mówił komentator "Showtime".  I nie przesadzał…  

Video. Werdum wygrywa z Emelianienką >>

Emelianenko wyglądał  po walce  w HP Arena w San Jose, jakby tak naprawdę nie wiedział, co się przed chwilą stało. "Nic nie czuję po tej porażce. Bo tylko ci, którzy nie zaznali porażki, nie wiedzą, jak ważne jest się podnieść" - mówił przez rosyjską tłumaczkę, a kibice już pochowali rosyjskie flagi z wielkim, napisanym cyrylicą nazwiskiem swojego bohatera. "Koncentrowałem się na moich uderzeniach, kiedy Fabricio leżał na ziemi. To był błąd, dlatego przegrałem, tyle kosztowała mnie zbytnie pewność siebie. Jeszcze wrócę do Ameryki na dwie walki" - powiedział uznawany  za najlepszego na świecie, niepokonany przez ostatnie 10 lat, a tak naprawdę nigdy w swojej karierze Rosjanin. Werdum, który przystępował do walki wiedząc, że zwycięstwo da mu szansę walki o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej z Allistairem Overeemem, powiedział jednak, że zamiast szansy na tytuł mistrza świata, chce dać rewanż zawodnikowi, który za życia stał się legendą.

Przemek SaletaPrzeszedł ciężką operację i już nigdy miał nie pojawić się na zawodowym ringu. Jednak zmienił decyzję. Wraca na jeden pojedynek, by w ten sposób, raz na zawsze rozwiązać prywatny konflikt. Mowa oczywiście o Przemysławie Salecie, który podczas KSW 14 skrzyżuje rękawice z Marcinem Najmanem.

Dziś znalazł chwilę czasu by porozmawiać ze mną o "powrocie" na ring oraz o swoim przeciwniku. Poniżej wywiad z zawodowym mistrzem świata w kickboxingu i byłym mistrzem Europy w boksie.

- Skąd inicjatywa, żeby wejść znów do ringu i walczyć z Marcinem Najmanem?
Przemysław Saleta:
Nie do końca było tak, że to ja go wyzwałem do walki. Podczas oglądania ostatniej gali KSW, gdzie Najman był pokazywany w telewizji i coś tam się mądrzył, skomentowałem wśród przyjaciół, że chętnie bym Najmanowi skopał tyłek w jakimkolwiek sporcie walki, oprócz boksu. Akurat się tak złożyło, że mój znajomy jest znajomym Martina Lewandowskiego. Skontaktował się z Martinem, a ten na drugi dzień zadzwonił do mnie i zapytał, czy rzeczywiście zawalczyłbym z Najmanem. Powiedziałem, że tak jest i stało się. Najman udaje sportowca już wystarczająco długo i kiedyś to musi się skończyć. Dla mnie ta walka miałaby wymiar symboliczny. To ja mu na początku pomagałem i to dzięki mnie, gdzieś tam wypłynął. Robiłem to, bo myślałem, ze Marcinowi zależy na sporcie. Jak się później okazało zależy mu tylko na tabloidach. Nasze drogi się rozeszły, z jednej i z drugiej strony popłynęło ileś tam nieprzyjemnych komentarzy, więc cieszę się, że w końcu przyszedł taki moment, kiedy można zatarg wyjaśnić w ringu. Ja rozpocząłem temat Najman i ja go zakończę.

- Dlaczego akurat w formule MMA, a nie w boksie?
PS:
Nie zrobię tego w boksie, bo Marcin nie jest bokserem! W MMA szanse są teoretycznie wyrównane. Ani on, ani ja nie jesteśmy zawodnikami MMA, a więc tutaj możemy się zmierzyć. Oczywiście wygrana z nim też nie zrobi ze mnie zawodnika MMA. Zdaje sobie sprawę z tego co potrafię a czego nie. Nie jestem szaleńcem, żeby rzucać wyzwanie… Mamedowi, czy nawet Pudzianowskiemu, bo ja się tym po prostu nie zajmuje.

Saleta42-letni Przemysław Saleta wraca na ring. Jak informuje oficjalna strona federacji KSW, podczas zaplanowanej na wrzesień czternastej edycji Konfrontacji Sztuk Walki, były mistrz Euroby w boksie wagi ciężkiej stoczy pojedynek na zasadach MMA z Marcinem Najmanem.  Właściciele Federacji KSW spotkali się w tym tygodniu z zawodnikami i ustalili warunki ich pojedynku. Dokładny termin walki nie jest jeszcze znany.

- Wielu ludzi zarzuca Federacji KSW komercyjne podejście do MMA. Wydaje mi się, że przy dzisiejszej kondycji sportu w Polsce to jedyna możliwa droga. Saleta kontra Najman to walka dwóch zawodowych pięściarzy z identycznym rekordem w swojej nowej dyscyplinie. To starcie negatywnych, lecz ciągle szczerych i prawdziwych emocji. To tysiąc niewyjaśnionych spraw między obojgiem. To nawarstwiający się na oczach opinii publicznej konflikt nad którym ostateczny sąd zapadnie we wrześniu tego roku. Mam poczucie, że ring KSW stworzony został również po to, aby wyjaśniać takie spory i po to, by oddzielać mity od prawdy i co w tym przypadku najistotniejsze, słowa od czynów - mówi współwłaściciel KSW Maciej Kawulski.

- Jesteśmy na tak! Do tej walki musiało dojść. Cieszę się, że to na naszym ringu podczas Konfrontacji Sztuk Walki panowie w sportowy stylu zakończą swój od lat zaogniany konflikt. Prywatne waśnie zostaną rozegrane w sposób fair-play i to należy pochwalić.
Padły śmiałe deklaracje z ust obu zawodników, więc teraz należy czekać na ich konsekwentne urzeczywistnienie. Będzie to walka niczym z dawnych lat kiedy to dwóch mężczyzn wyzywało się na pojedynek, a rację i sprawiedliwość przyznawano wygranemu. W tym przypadku sekundantem będzie właśnie KSW - powiedział współwłaściciel KSW Martin Lewandowski.

Najnowsze komentarze