Patronat medialny


 


Zaplanowana na osiem rund walka Alberta Sosnowskiego (48-7-2, 29 KO) z Węgrem Andrasem Csomorem (14-9-1, 12 KO) w wadze ciężkiej będzie największym, ale nie jedynym interesującym wydarzeniem gali bokserskiej w Żyrardowie. Transmisja w Polsacie Sport, w piątek 18 marca od godziny 20.00.

- Postanowiłem, że zakończę karierę zwycięstwem. Akurat nadarzyła się okazja, żeby po tak długiej przerwie pożegnać się fajnie z kibicami. Na ten moment jest to moja ostatnia walka i prawdopodobnie nic się w tej kwestii nie zmieni. Dałem się namówić - powiedział Albert Sosnowski w studiu Magazynu Puncher. 37-letni Dragon wraca na ring po blisko dwuletniej przerwie. Poprzednią walkę stoczył w maju 2014 roku w Lublinie. Zmierzył się wówczas z Marcinem Rekowskim i przegrał to starcie przez nokaut w siódmej rundzie.

Niezwykle interesująco zapowiada się również pojedynek w wadze super średniej w którym Andrzej Sołdra (12-2-1, 5 KO) zmierzy się z Tomaszem Gargulą (17-1-1, 5 KO). W innych walkach zobaczymy m.in. konfrontację Tomasza Piątka (0-0-1) z doświadczonym Łukaszem Janikiem (16-18-1, 9 KO) - waga umowna - 70kg; starcie Jordana Kulińskiego (1-0, 1 KO) z Norbertem Dąbrowskim (18-4, 7 KO) w wadze półciężkiej; w wadze super średniej Daniel Bociański (4-0,1 KO) zmierzy się z Łotyszem Vitalijsem Parsinsem (4-6, 4 KO); Przemysław Runowski (10-0, 2 KO) stoczy ośmiorundową walkę z Włochem Carelem Sandonem (19-1, 6KO).

Add a comment

Kamil Wolnicki: Ile razy słyszał pan już pytanie o sens ponownego wchodzenia do ringu?
Albert Sosnowski: Chcę zakończyć karierę zwycięstwem. Polski rynek jest mały, ale powstaje nowa grupa Marcina Piwka, który się do mnie zgłosił i spytał, czy nie pomógłbym mu. Znamy się od lat, zgodziłem się. Rywal wydaje się być w moim zasięgu, a chciałbym się pożegnać z kibicami.

To naprawdę będzie ostatnia walka?
Zobaczymy jak to będzie wyglądało w ringu, przekonam się, czy stać mnie, aby jeszcze się męczyć. A jeśli tak i pojawi się dobra oferta walki podczas fajnej gali, mógłbym się skusić. Sądzę jednak, że raczej mój ostatni raz odbędzie się w piątek.

Większość pięściarzy tak mówi, a później i tak wracają.
Wracają, bo brakuje adrenaliny albo mają problemy finansowe. Trudno skończyć z czymś, co się robi całe życie. Czasem kończy się smutno, jak w przypadku Roya Jonesa Juniora. Był czas, gdy nikt nie mógł z nim wygrać, a dzisiaj... wiadomo, rozmienił się na drobne. Szuka pieniędzy, co nie wychodzi mu na dobre. Jeśli jednak nie zainwestujesz dobrze tego, co zarobisz, a wiesz, że masz możliwość zarobku w ringu, wracasz. Wiadomo, że za walkę dostanie się więcej niż za zwykłą pracę. Wtedy ludzie podejmują decyzję o powrocie.

Kończy pan karierę z pełnym kontem?
Nie do końca. Trochę nieumiejętnie dysponowałem tym, co zarobiłem. Było tego sporo, ale zabrakło mi smykałki do biznesowych decyzji. Jednak nie głoduję i nie będę, radzę sobie.

Wycisnął pan ze swojej kariery wszystko, co się dało?
Nie, stać mnie było na więcej. Brakowało mi przede wszystkim odpowiedniej opieki trenerskiej. Gdybym miał takie warunki, jak choćby dzisiaj tworzy się pięściarzom grupy Sferis KnockOut Promotions, czyli odpowiedni sztab i pieniądze na dobrych sparingpartnerów, wszystko mogłyby się potoczyć jeszcze lepiej. Tymczasem byłem samoukiem. Wygrywałem chęcią do walki i determinacją, ale wiem, że mogłem osiągnąć więcej. Z drugiej strony, jestem zadowolony. Gdy zaczynałem, nie sądziłem, że dojdę tak wysoko. Nie mam za sobą kariery amatorskiej, a od początku występowałem bardzo często. Do tego głównie za granicą. Jeździłem po całym świecie, czasem bez trenera. O kimś od przygotowania fizycznego czy sztabie lekarskim nawet nie wspominam. A jednak sporo osiągnąłem.

Proszę się nie gniewać, ale w pana boksie zawsze było więcej serca niż umiejętności.
A o co miałbym się gniewać? Przecież to prawda, więc taka opinia mnie nie krzywdzi. Nie byłem wirtuozem czy kimś, kto za dużo myśli i ustawia walki taktycznie. Nie było umiejętności, bo nie miał kto mnie uczyć. Wchodziłem do ringu, żeby rzucać się na rywali i ich łamać. Dzięki temu wygrywałem. Byłem zdeterminowany i nie dopuszczałem myśli o porażce. Jeśli jednak serce nie idzie w parze z umiejętnościami, nie da się wygrywać na pewnym poziomie.

Pełna treść artykułu w "Przeglądzie Sportowym" >>

Add a comment

W piątek w Żyrardowie Albert "Dragon" Sosnowski stoczy ostatnią walkę w karierze. Gdyby rzeczywiście tak było (bo z bokserami nigdy nie wiadomo), to zakończyłby się kawał historii polskiego zawodowego boksu.

Zastanawiałem się przy tej okazji i wyszło mi, że z tych kilku tysięcy walk, które komentowałem w telewizji, najwięcej było pojedynków... Alberta Sosnowskiego. Chyba ze 30. Zaczęło się to w 1999 roku w Bethnal Green w kultowej sali York Hall. Albert miał wtedy zaledwie 20 lat i 5 dni, to był jego piąty pojedynek, wygrał na punkty na dystansie czterech rund z Chrisem Woolasem. Punktował walkę tylko jeden sędzia (ringowy) i dał Smokowi wygraną 39:37.

Przyznam się, że wtedy nie wierzyłem, że w przyszłości Sosnowski zostanie mistrzem Europy, będzie dzielnie walczył o mistrzostwo świata z samym Witalijem Kliczką. Wielki kryzys wiary w Alberta miałem w Budapeszcie, gdy strasznie pokarał go w starciu o młodzieżowe mistrzostwo świata WBC Arthur Cook. Kanadyjczyk zorientował się pod koniec walki, że "Dragon" w ogóle nie umie się bronić przed podbródkowymi i wykończył go tymi ciosami w 9. rundzie. Bezradny Jacek Urbańczyk krzyczał: "Broń się, broń się!!", a Albert nie wiedział jak się bronić, bo w technice miał luki wielkie jak ser "Hit z Ryk".

"Wszystko co osiągnąłem w boksie, osiągnąłem sercem do walki, ambicją, zdrowiem i charakterem" - tak teraz podsumowuję karierę Sosnowski. Zgoda, gdyby za tym szły umiejętności techniczne byłby mistrzem świata.

Pełna treść artykułu na Polsatsport.pl >>

Add a comment

 

Albert Sosnowski (48-7-2, 29 KO) okazał się cięższy od Andrasa Csomora (14-9-1, 12 KO) podczas oficjalnej ceremonii ważenia przed galą Friday Boxing Night w Żyrardowie. Były mistrz Europy wniósł na wagę 99,9 kg, zaś jego rywal z Węgier 99,7 kg.

Dla "Dragona" będzie to powrót na ring po blisko dwuletniej przerwie. Sosnowski nie wyklucza, że będzie to jego pożegnanie z zawodowym boksem. Transmisja gali w Polsacie Sport. Pozostałe wyniki ważenia:

Andrzej Sołdra (76,8 kg) - Tomasz Gargula (77,1 kg)
Jordan Kuliński (79,2 kg) - Norbert Dąbrowski (79 kg)
Przemysław Runowski (64,5 kg) - Carel Sandon (64,2 kg)
Daniel Bociański (77,4 kg) - Vitalis Parsins (77,4 kg)
Tomasz Piątek (69,6 kg) - Łukasz Janik

Add a comment

Niewykluczone, że już w piątek kibice po raz ostatni zobaczą w ringu byłego mistrza Europy wagi ciężkiej Alberta Sosnowskiego (48-7-2, 29 KO), który na gali w Żyrardowie skrzyżuje rękawice z Andrasem Csomorem (14-9-1, 12 KO). Popularny "Dragon" nie wyklucza, że pojedynek z Węgrem będzie jego ostatnim profesjonalnym ringowym występem. W środę obaj pięściarze pokazali próbkę swojej formy na treningu otwartym.

Kup bilet na galę Friday Boxing Night w Żyrardowie >>

Add a comment

Dziś o godz. 16.00 w Restauracji Champions przy Al. Jerozolimskich 65/79 w Warszawie odbędzie się pokazowy trening zawodników przed piątkową galę "Friday Boxing Night" w Żyrardowie.

Między linami zaprezentują się Andrzej Sołdra (12-2-1, 5 KO) i Tomasz Gargula (17-1-1, 5 KO) oraz bohaterowie pojedynku wieczoru Albert Sosnowski (48-7-2, 29 KO) i Andras Csomor (14-9-1, 12 KO). Dzisiejsza impreza jest otwarta dla kibiców.

Kup bilet na galę Friday Boxing Night w Żyrardowie >>

Add a comment